PROJEKT STARACHOWICE – BIURKO ZE STARYCH DRZWI

BIURKO W POKOJU LETNIM

Biurko w pokoju letnim miało już wpis całkowicie jemu poświęcony. Nic na to jednak nie poradzę, że ten pokój, to moje ulubione pomieszczenie w Starachowicach i nieustannie je dopieszczam. Paradoks polega na tym, że najmniej czasu tam spędzamy. Co nie znaczy, że pokój stoi w ogóle nie używany.

Pokój letni mieści się w budynku gospodarczym, a nie w domu. Był tworzony z myślą o letnich dniach, kiedy dom przeżywa oblężenie gości i dodatkowe miejsce do spania lub ucieczki od zgiełku jest na wagę złota. Biurko może się więc wydać tam zbędne. Jednak, gdy ktoś chce popracować wygodnie i w spokoju, właśnie tam jest najlepsze do tego miejsce.

WNĘTRZARSKIE DOPIESZCZANIE

Sezonowość tego wnętrza sprawia, że nie jest ono intensywnie użytkowane, a tym samym jest mniej zniszczone. Nie będę ukrywać, że większość rzeczy w Starachowicach przechodzi crash testy. Powodem jest spora ilość ludzi przewijającą się przez dom. Ten pokój ma oszczędzone te przyjemności. Ta jego cecha sprawia, że z większą przyjemnością w nim działam, bo wiem, że to co zrobię dłużej przetrwa. Nie mam poczucia syzyfowej pracy.

Jeśli przyjrzycie się innym wpisom z Projektu Starachowice, zauważycie, że pokój letni odbiega stylistyką od reszty. Tu nie musiałam się kierować gustem mamy, tu mogłam robić co chciałam. Ograniczeniem był tylko mój budżet. Dlatego jest to wnętrze zdominowane przez projekty DIY i drugie życie mebli. Wykorzystuję to co jest już pod ręką, lub meble, którym dałam kolejne wcielenie. Stąd to moje wnętrzarskie dopieszczenie to długotrwały, ale jakże przyjemny proces.

DRZWI OD STRYCHU

Po remoncie domu i pomieszczeń gospodarczych zostało całkiem sporo starych drewnianych drzwi. Pierwszym pomysłem mojej mamy było ich porąbanie i wykorzystanie jako opału. Uratowałam wszystkie. Jedne z nich są zagłówkiem, reszta pełni rolę blatów w różnych miejscach i domach.

Drzwi od strychu skończyły jako blat biurka w pokoju letnim. Kiedyś miały kolor pomarańczowo-sraczkowaty jak cała elewacja budynku. Ponieważ dawno nie były odmalowywane, farba już pięknie się łuszczyła. Wystarczyło drzwi tylko wyszlifować. Nie chciałam ścierać patyny drewna, więc gdzie nie gdzie pomarańczowa farba dawała jeszcze o sobie znać.

Biurko w tym stanie przetrwało rok. Jednak ten przebijający pomarańcz trochę mnie drażnił. Zastanawiałam się, czym go zakryć lub usnąć nie tracąc na klimacie starego drewna.

Zanim pokażę Wam, jak uporałam się z przebijającym pomarańczem po starej farbie, zobaczcie jak kąt biurkowy prezentował się przed zmianą (nie ostatnią zapewne).

EFEKT STAREGO DREWNA

Czasami jest tak, że długo myślę nad zmianami i o tym jak je ugryźć, aż ostatecznie tracę cierpliwość (do samej siebie oczywiście) i działam impulsywnie. Tak też było w tym przypadku. Długo zastanawiałam się czym wykończyć blat, żeby odcień był fajny i jednocześnie nie niszczył efektu starego drewna. Czy bejcą, czy olejem a może woskiem? I tak, robiąc pewnego dnia przegląd puszek z farbami i innymi specyfikami do malowania znalazłam zapomnianą puszkę wosku, którą kiedyś dostałam na spotkaniu z Annie Sloan. Zrobiłam małą próbę w rogu biurka i okazało się, że to jest właśnie to o co mi chodziło.

Prawda jest jednak taka, że do często używanego biurka wosku już bym nie użyła. Parę lat temu użyłam takiego samego produktu, ale bezbarwnego do blatu u siebie w domu. W miejscach, gdzie trzymam ręce mam wytarte plamy. Myślę, że przy kolejnej renowacji, biurko w moim domu wykończę olejem do drewna. W przypadku biurka w Starachowicach wosk nie jest najgorszym rozwiązaniem, bo intensywność użytkowania jest całkiem inna. I tak jak pisałam, straciłam już do siebie cierpliwość i po prostu „pomalowałam” tym co miałam w ręku i dawało efekt, o którym myślałam.

Wosk nakładałam gazą, bo miałam jej dużo pod ręką i była idealna do nakładania i rozcierania. Podoba mi się wykończenie tym woskiem, bo nadał kolor, o którym myślałam, a nie zamalował patyny i słoi drewna. Efekt, który widzicie to tylko jedna warstwa preparatu.

Nie wiem, czy jest to dobrze widoczne na zdjęciach, ale biurko jest dokładnie w takim samym kolorze jak stare skrzynki po owocach. Skrzynki są wykończone tylko i wyłącznie czasem. Brzmi to co najmniej dwuznacznie, ale w obu znaczeniach bardzo prawdziwie. 😉

W tym pokoju nie tylko stare meble zyskują drugie życie. Ta harmonijka i książki należały do mojego dziadka. Mogłyby leżeć gdzieś zapomniane w pudle, ale tu są sentymentalną ozdobą.

Drabina na zdjęciu stała kiedyś na podwórku i dziadek wchodził po niej, żeby sypać ziarno na dach gołębiom. Uwielbiam ją.

Dopieszczanie tego wnętrza to proces ciągły. Zdjęcia w tym wpisie były robione w maju 2017 ( przed przemalowaniem biurka), w sierpniu 2017 (zdjęcia po woskowaniu biurka powyżej) i w maju 2018(poniżej). I może zauważycie kolejne zmiany od razu. Jeśli nie, poniżej podpowiem co znów przeszło szybką metamorfozę.

Jak na razie to moja ulubiona odsłona kąta biurowego. Przytulna i pełna kwiatów. Nie ukrywam, że bardzo bym chciała mieć takie miejsce do pracy na co dzień. Ogranicza mnie jednak metraż, wiec choć nacieszę się tymi krótkimi momentami, kiedy jestem w Starachowicach.

Wieszak powyżej jest zrobiony z haków kupionych dawno temu w IKEA i z deski z rozebranego kurnika. Ramka z kwiatami jest z JYSK (już nie ma w sprzedaży), a lustro z PEPCO. Tak jak pisałam wcześniej wnętrze aranżowane niskobudżetowo.

Na zdjęciu powyżej są dwa przedmioty, które w zeszłym roku przeszły błyskawiczną metamorfozę. Oba przedmioty zyskały drugie życie w tym wnętrzu, po tym jak już wysłużyły się u mnie w domu. Pierwszą z nich jest krzesło.

Gdy wokół mojego stołu robiło się coraz bardziej eklektycznie, część krzeseł przywędrowała do Starachowic. To stało długo białe (tak jak przyjechało), aż chwyciłam za pędzel i zyskało ten sam kolor, co komoda stojąca w innym kącie pokoju. A jak już miałam pędzel w ręku, to szkoda było mi tak szybko go chować. I tak czerwony abażur prostej lampki, który do niczego już nie pasował, wyszedł z pudła i znów cieszy oczy. Jeśli zastanawiacie się nad farbą , której użyłam do jego pomalowania, to jest to ta sama co na krześle. Zwykła akrylowa do drewna. To był eksperyment, ale bardzo udany. Polecam.

Oczywiście proces dopieszczania jeszcze się nie skończył. W planach jest jeszcze wymiana skrzynek na inny mebel. Myślę o jakieś szklanej witrynie kupionej za bezcen z olx 😉 lub komodzie zrobionej ze skrzynek wojskowych. Co wyjdzie z tych planów, czas pokaże. A swoją drogą, którą wersję tu widzicie ? Szklaną witrynę czy komodę ?

Zielone krzesło bardzo mi tu pasuje, ale pewnie Was nie zaskoczę, jeśli napiszę, że w garażu na renowację czeka jeszcze jedno fajne krzesło i prawdopodobnie to ono będzie stało przy biurku. Kiedy je zrobię i pokażę Wam na blogu? Nie mam pojęcia. W optymistycznej wersji- w tym roku.

Zdjęcia z bzem robiłam w maju zeszłego roku. W tym roku również w maju będę w Starachowicach. Będą nowe zdjęcia z bzem, haha, ale może już w innym pokoju ?? 😉

Zobaczcie jak ten kąt zmieniał się przez kilka lat i sezonów. Którą wersje wybieracie ? 🙂

ściskam

Iza

PROJEKT STARACHOWICE-DREWNIANY PŁOT
DREWNIANY TARAS-PROJEKT STARACHOWICE

4 komentarze

  1. 1 maja 2019 at 23:12 — Odpowiedz

    Każda wersja jest świetna. Fajne jest to, że masz takie wnętrze, które możesz dowolnie aranżować bez potrzeby uzdatniania dla celów życiowych. Pozostawić ten aranż i oglądać co jakiś czas. Wracać i zmieniać 🙂 I nikt nie łazi, nie psuje, i nie rozprasza 😉

  2. Ola
    5 maja 2019 at 07:36 — Odpowiedz

    Iza, zielona wersja najlepsza 🙂 najbardziej przytulna, ale i z pazurem 😉 i ja wybrałbym witrynę. Pewnie powstanie kolejne cudo 💕

    • 6 maja 2019 at 17:55 — Odpowiedz

      tez ta wersje lubie najbardziej 🙂 i witryna to cos ku czemu me serce bardziej sie sklania choc rozum podpowiada komode 😉

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MENU

Back

Udostępnij