DREWNIANY TARAS-PROJEKT STARACHOWICE

ULUBIONE MIEJSCE

Myślę, że ten post będzie jednym z moich ulubionych. Bo miejsce o którym Wam dziś napiszę takie właśnie jest. Moje ulubione miejsce w Starachowicach, to wcale nie pokój letni. To drewniany taras. Taki jakim go widziałam, jak jeszcze dziadkowie żyli i mieszkali w tym domu. Bo może to się Wam wydawać dziwne, ale ja ten taras wymarzyłam dla tego domu. Nie raz siedząc przy stole, który stał pod małym oknem kuchennym, widziałam duże oszklone drzwi wychodzące na południową stronę domu.

Duży teren za budynkiem i brak bliskich sąsiadów (nie licząc saren, lisów, bażantów itp) prosił się o wykorzystanie go w celach hedonistycznych. A czy taki taras z widokiem na zieleń nie jest właśnie projekcją wszelkich przyjemności? 😉 Nie ukrywam, że takim tarasowym wizjom oddawałam się tylko w marzeniach. Bo wiedziałam, że dziadków nie stać na realizację tego typu pomysłów, a potem gdy mama odziedziczyła dom i zaczęła remont, priorytety były inne. Napomknęłam jej jednak o mojej wizji, opisałam wszystkie zalety i ku mojemu zdziwieniu mamie ten pomysł bardzo się spodobał.

DRZWI I DŁUGO NIC

Realizację tarasu zaczęłyśmy od drzwi. A potem długo, długo nic. „Projekt taras” od początku był planem wieloletnim. Dlaczego więc już na pierwszym etapie remontu okno zostało zamienione na drzwi? Bo wymieniając okna w innych pomieszczeniach wymieniliśmy i to w kuchni. Wszystko w jednym rzucie.

Drzwi tarasowe prowadziły na tymczasowe schody przez kilka lat. O wiele krócej niż myślałam. Sądzę, że już samo wyjście na taras rozbudziło wyobraźnię mojej mamy i chęć posiadania go, przyspieszyło proces powstania.

Gdyby to był mój dom, takie drzwi wychodziłyby na taras z każdego z pomieszczeń. Ja uwielbiam takie klimaty i nic na to nie poradzę. Mama jednak ze względów ekonomicznych nie skusiła się na moją propozycję.

Przez prawie cztery lata z kuchni wychodziliśmy na trawę. To też miało swój urok. Picie rano kawy na tych schodkach to bardzo miłe letnie wspomnienia. W zeszłym roku skupiliśmy się jednak na dużych pracach remontowo-wykończeniowych na zewnątrz budynku i tak załapał się do nich projekt tarasu.

TARAS CZY TARASIK ?

Wygląd tarasu nie był tak oczywisty, jak to, że powinien być zbudowany. Od razu wiedziałyśmy, że będzie drewniany. Pytanie tylko jak duży być powinien? Mamie zależało, żeby był szeroki, a mnie, żeby był długi. Szerokość ustalona została szybko na 5 metrów. Do długości musiałam mamę przekonać. Początkowo taras miał zaczynać się razem z oknem z lewej strony i kończyć razem z oknem (nie okiennicą) z prawej strony. Przekonałam jednak mamę, że warto połączyć taras z betonowym deptakiem z boku domu. Dzięki temu budynek bardzo łatwo jest obejść prawie dookoła czystą nogą, gdy popada deszcz. Dlaczego to takie ważne?

Już przy poście o płocie pisałam, że ziemia w tym miejscu jest dość gliniasta i czerwona przez dużą zawartość żelaza w glebie. Gdy jest mokro, buty bardzo się brudzą a razem z nimi wszystko dookoła. Tą czerwień ziemi dość trudno się czyści. I to właśnie przekonało moją mamę.

Początkowo szukałyśmy tanich opcji budowy drewnianego tarasu, ale stwierdziłyśmy, że coś co ma służyć długo nie może być zrobione byle jak. Najważniejsze dla nas były fundamenty. Dlatego zdecydowałyśmy się na zbrojenia i betonową wylewkę. Było to dość trudne do wykonania, bo w ziemi po lewej stronie domu zakopane są gruzy po zburzonej piwnicy-ziemiance. Całe szczęście nie my z mamą to robiłyśmy, ale tak jak w przypadku płotu, robił to wujek-fachowiec z ekipą.

To ostatnie zdanie jest kluczowe jeśli chodzi o zawartość zdjęć i dokładnych informacji w tym poście. Główne prace tarasowe robili fachowcy w czasie, kiedy mnie tam nie było. Dlatego nie pokażę Wam krok po kroku jak taki taras zrobić, ani nie sypnę tu garścią złotych rad. Pokażę i opiszę to co wiem i co mogłam udokumentować.

TARAS KROK PO KROKU

Oczywiście budowę zaczęto od fundamentów. W tym celu zostały wykopane długie rowy. I możecie wierzyć lub nie, ale to była najbardziej czasochłonna część prac. W tej ziemi trudno kopać. W dołach zostały zamocowane zbrojenia i wylany cement. Choć tego już nie dane było mi zobaczyć. 😉

Gdzie był wkład mój i mojego męża w pracach tarasowych (nie licząc projektu)? W dechy poszliśmy. 😉 Gdy ja malowałam sztachetki do płotu, mój mąż zabezpieczał deski tarasowe impregnatem (sosnę skandynawską). Nie pomyślałam jednak i nie zapisałam jego nazwy, żeby Wam podpowiedzieć w tej kwestii. Po wymalowaniu płotu i zaimpregnowaniu tarasu wyjechaliśmy ze Starachowic. Gdy wróciliśmy, taras prezentował się już tak jak na zdjęciu poniżej. Choć po drodze były pewne nieporozumienia z wyglądem schodów (zdjęcia, które dostałam z placu boju ciut mnie przeraziły), to ostatecznie skończyło się zgodnie z planem.

Taras zbudowany, zabezpieczony impregnatem i co dalej ? Wybór był dość prosty- olej. Tylko jaki kolor? Chociaż taki naturalny kolor desek jest całkiem ładny, to nie do końca nam tu grał. Poza tym, może na zdjęciach bardzo tego nie było widać, ale deski wpadały w odcień rudości, a to jest kolor, którego tu nie chcemy. Po wielu rozmowach z mamą udało mi się ją przekonać do szarego oleju. Wybrałam Vidaron antracyt szary. Według wszelkich dostępnych zdjęć w internecie kolor miał wyjść inaczej niż wyszedł. Chyba przez zeszłoroczny upał nie skojarzyłam, że antracyt to nie jest tak jasny kolor, jak producent próbuje mnie przekonać.

Już w trakcie nakładania pierwszej warstwy deski zrobiły się grafitowe. Liczyłam jeszcze wtedy, że po wyschnięciu będą jaśniejsze, ale tak się nie stało. Początkowo byłam rozczarowana. Tak bywa jeśli w głowie masz zupełnie inną wizję. Potrzeba czasu, żeby dostrzec, że inna wersja od naszej wymyślonej i wymarzonej nie zawsze oznacza gorszą opcję. I tak też było z tym tarasem i jego kolorem. Gdy rozczarowanie minęło, a ja opatrzyłam się z kolorem zaczęło mi się podobać właśnie tak jak jest. Całe szczęście mamie podobało się od razu .

Standardowo mój mąż uwieczniony przy pracy, a ja nie. Dla potomnych będzie dowód, że on sam to wszystko zrobił. A ja całe schody zaolejowałam! Słowo! 😉

Nałożyliśmy dwie warstwy oleju. Jeszcze zimą taras prezentował się bardzo dobrze. Jeśli śledzicie mnie na instagramie, na pewno pokażę Wam na insta story jak deski mają się w tym roku. Taras jest nie osłonięty, więc przechodzą one mocne testy. Mój syn też ich nie oszczędza, niestety.

CZY TO JUŻ WSZYSTKO?

Taras w brew pozorom nie jest jeszcze skończony. Dokładniej, to nie jest zrealizowany cały plan, a powodem jest brak funduszy. Co nie znaczy, że złożyłyśmy broń.;) To na czym bardzo mi zależy, to pergola prowadząca od ściany domu między drzwiami tarasowymi a oknami do schodów. Chciałabym, aby taras choć częściowo był osłonięty od słońca, bo jest od strony południowej. Praktycznie cały dzień jest maksymalnie nasłoneczniony.

Na pergoli mam plan zrobić rozsuwany materiałowy dach. Poza tym można na niej powiesić hamaki, lampki, latarnie czy kwiaty i stworzyć piękny klimat. Pergola w tym miejscu pełniłaby funkcje zarówno praktyczne jak i estetyczne. Byłoby cudownie zrealizować tę wizję jeszcze w tym roku, ale zobaczymy czy mi się to uda. Bo to już zależy ode mnie i moich funduszy. 😉

Zapewne interesuje Was, ile kosztuje wykonanie takiego tarasu. W przybliżeniu materiały i prace ekipy (nie licząc malowania i impregnowania) to około 20 tysięcy złotych.

Na ten moment cieszymy się z tarasu w takim wydaniu. Jest ogromny, bo ma prawie 70 metrów kwadratowych. Szerokość do schodów to 5 metrów bieżących, a w najdłuższym miejscu taras ma aż 15 metrów. Nie jest prostokątny, gdyż przy starym orzechu został zbudowany na skos. Drzewo zostawiliśmy.

Do niedokończonych części tarasu można zaliczyć też fragment od strony drzewa. Przyczyna prozaiczna, zabrakło desek. Aktualnie negocjuję z mamą, czy na skosie dobudować jeszcze schody (to mój pomysł), czy tę dziurę zamknąć drewnianymi drzwiczkami i na przykład przechowywać tam jakiś „ogrodowy bałagan” (to pomysł mamy). Jak myślicie, który pomysł lepszy, praktyczniejszy?

Za schodami, moim zdaniem, przemawia bezpieczeństwo. Taras w tym miejscu po prostu się ucina i wiele osób pamiętając, że schody praktycznie są z każdej strony, może zrobić krok przed siebie i zlecieć w dół. Wysoko nie jest, ale wystarczy, żeby skręcić kostkę. Biorę też pod uwagę, że za rok po tym tarasie będzie buszował roczny chłopak 😉

Orzech nad tarasem daje nam nam cień prawie przez połowę dnia. To jedna z jego licznych zalet. Inne to na przykład nalewka orzechowa, czy bycie statywem do huśtawki 😉

TARAS O ZMROKU

Lampki na tarasie dają wieczorem piękny klimat. W tym roku muszę dokupić ich jeszcze trochę. Tym bardziej, że w planie jest dużo imprez tarasowych.

Przygotowując ten post dla Was już nie mogę się doczekać powrotu do Starachowic i posiłków i porannych kaw na tarasie. Odliczam dni, bo pierwszy wypad w tym sezonie już za chwilę.

Jak Wam się podoba efekt końcowy? No, prawie końcowy 😉

PIERWSZE TARASOWE KOLACJE

Taras funkcjonował w zeszłym roku w pełni tylko połowę sezonu, ale i tak działo się na nim dużo. Jak co roku od kilku lat, przyjechała moja blogowa brygada razem z rodzinami na sierpniowy długi weekend. Nie jest nas mało, więc duży stół i duża ilość krzeseł bardzo się przydaje. Pierwsze tarasowe kolacje, obiady i śniadania odbywały się przy stole z odzysku. Stół jest złożony z koziołków IKEA z drugiej ręki (odkupiłam taniej od szwagierki) i z blatu mojego warszawskiego stołu. Na zdjęciach na instagramie może już widzieliście, że blat przeszedł metamorfozę, a dokładnie, wymianę. O tym jeszcze będzie na blogu. Natomiast stary blat plus dostawki powędrowały do Starachowic. I tak małym kosztem 2,4 metra długości stołu stoi na tarasie. Krzesła jeszcze są wynoszone z domu, ale z czasem i to uzupełnimy.

Ten ogromny drewniany taras przy dużej liczbie gości jest wybawieniem. W ciągu dnia znalazło się na nim miejsce na spożywanie posiłków, wylegiwanie się na materacach pod orzechem i szaleństwa dzieciaków. Wieczorami mogliśmy zrobić klimatyczną kolację i jeśli ktoś miał ochotę miał jeszcze ogromny parkiet do tańców.

Mąż stwierdził, że jako scena koncertowa taras też świetnie by się sprawdził, więc kto wie? Może w tym roku i tarasowy koncert będzie. 🙂

Tak wyglądała nasza pożegnalna kolacja w zeszłym roku. Oczywiście jedzenie wkroczyło na stół, nie siedzieliśmy przy pustych talerzach. Ale wtedy już nikt nie miał czasu robić zdjęć.

A jak wyglądała ta kolacja, którą co roku aranżujemy tak, by dopieścić nie tylko zmysł smaku, lecz też wzroku pokażę Wam w oddzielnym poście.

ETAPY METAMORFOZY DOMU

Tak jak w ostatnich wpisach pokazywałam Wam zmiany, które nastąpiły w ostatnich kilku latach w Starachowicach, tak i w tym poście nie może tego zabraknąć. Myślę, że z tej strony domu metamorfoza jest najbardziej spektakularna. A jeśli się uda, to jeszcze nie koniec. Trzymajcie kciuki.

Podoba Wam się mój projekt tarasu? Czy może przesadziłam z wielkością?

ściskam

Iza

PROJEKT STARACHOWICE - BIURKO ZE STARYCH DRZWI
This is the most recent story.

4 komentarze

  1. Monika
    8 maja 2019 at 10:04 — Odpowiedz

    Pięknie jest 🙂

  2. Magda
    8 maja 2019 at 21:26 — Odpowiedz

    Iza przepiękny. Jakby był tam od zawsze.
    Jestem na etapie marzeń o domu i pierwsze o czym myślę to taras.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MENU

Back

Udostępnij