METAMORFOZA POKOJU

METAMORFOZA POKOJU

Metamorfoza pokoju to całkiem częste hasło na moim blogu. Lubię to i dlatego zajęłam się tym zawodowo. Tym razem obsługiwałam moją stałą i ulubioną klientkę, moją mamę. Jej dom w Starachowicach, poza własnym mieszkaniem był moim polem zbierania doświadczenia i rozwijania umiejętności. Choć tam sprawa jeszcze nie jest skończona. Mam w planach metamorfozę kolejnego pokoju i parę innych mniejszych projektów. To wszystko dzieje się w okresie wiosenno-letnim, dlatego pod koniec zeszłego roku i na początku tego, nasze wspólne remonty z mamą przeniosłyśmy do innego mieszkania.

W grudniu pokazałam Wam nową kuchnię w moim domu rodzinnym. Projekt, który wykonałam w bardzo trudnej przestrzeni starej kamienicy i z bardzo konkretnymi życzeniami mojej mamy ostatecznie zakończył się sukcesem. Po świątecznej grudniowej przerwie, w trakcie której zebrałyśmy siły, kolejne pomieszczenie, znajdujące się za szarymi drzwiami zostało poddane zmianom. Tym razem, wiedząc, że bez zdjęć „przed” efektu WOW nie będzie, zapełniłam kartę aparatu odpowiednim materiałem fotograficznym.

Zastanawiacie się co za pokój skrywa się za szarymi drzwiami? Jakie funkcje spełnia? W skrócie nazwałabym go pokojem wielofunkcyjnym. Mój dom rodzinny to dokładniej 34m2 mieszkanie w starej kamienicy. Składa się z dwóch pomieszczeń, gdzie w większym wydzielony jest aneks kuchenny, mały pokój i kąt łazienkowy, a mniejszy zawsze pełnił funkcję salonu, jadalni i sypialni moich rodziców. Ta funkcjonalność została bez zmian i nie miałyśmy w planach z mamą robić rewolucji w tym temacie.

PO CO ZMIENIAĆ WNĘTRZE?

Zacznijmy od tego, po co były te zmiany i dlaczego skusiłyśmy się z mamą na kolejną metamorfozę pokoju? W tym domu moja mama będzie mieszkać dopóki będzie pracować, czyli może jeszcze rok, może dwa. Następnie przejmie je mój młodszy brat. Wiele osób nie widziałoby sensu inwestowania, ale ja trochę rozbestwiłam moją rodzicielkę. Jak zapytacie? Pokazałam jej, że życie w ładnym i estetycznym wnętrzu (niekoniecznie drogim), to inna jakość.

To czym się otaczamy ma bardzo duży wpływ na nasz nastrój. Moja mama już to wie, dlatego zdecydowała się na takie zmiany, które nie zrujnują budżetu, a zmienią wnętrze nie do poznania. Kto jej w tym pomógł? Kto zaprojektował i wykonał ogrom prac?? Wiem, to nie jest trudne pytanie. To ja. I nieskromnie napiszę, znów wyszło mi to dobrze.

Wnętrze, które zmieniłam było głównie brązowo-brzoskwiniowe. Czy da się to uratować bez generalnego remontu i kupowania nowych mebli?? Zobaczcie, co udało mi się zdziałać i jakie były założenia metamorfozy pokoju.

METAMORFOZA POKOJU-GŁÓWNE ZAŁOŻENIA

ZMIENIAMY

Zanim przystąpiłyśmy do metamorfozy, określiłyśmy co i jak chcemy zmienić. Przede wszystkim postawiłyśmy na zmianę koloru. Czego? Wszystkiego czego się da! Pokój miał być jaśniejszy i bardziej kolorowy, radosny. Eliminujemy brązy wszędzie tam, gdzie jest to możliwe. Jeśli znacie Projekt Starachowice, to wiecie już co lubi moja mama i czego możecie spodziewać się po tej metamorfozie pokoju.

Kolejne założenie: nie wymieniamy mebli, ulepszamy te co mamy. Jak? Głównie przez malowanie. Oczywiście idealnie byłoby wymienić meble, które pamiętają początki lat 90-tych. W tym przypadku nie miało to jednak sensu, bo mają one posłużyć mamie jeszcze, krótki czas. Wyposażenie pokoju mimo swoich lat nadal jest sprawne i spełnia swoje funkcje. Jedyne zastrzeżenie jakie inwestorka miała do swoich mebli to kolor. Cytując moją rodzicielkę: „nie mogę patrzeć już na ten wszechobecny brąz”. Nie ma sprawy mamo, zamalujemy ten brąz. 😉 Odpowiedź na to czym pomalowałam i jak to zrobiłam znajdziecie w dalszej części wpisu.

Kolejnym narzędziem metamorfozy pokoju były tekstylia. Wymieniłyśmy zasłony (tu będzie mała niespodzianka) i tekstylia sypialniane. Tylko tyle i aż tyle. Co dokładnie zostało zmienione, opiszę dalej.

Dekoracje to taka „kropka nad i” we wnętrzu i warto świadomie je wybierać i eksponować. Tu zaczęłam metamorfozę od porządków. Najpierw przejrzałam zasoby i zostawiłam to co było dobre i to co mogłybyśmy zmienić, żeby pasowało. Reszta została rozdana. Nawet nie wiecie ile miejsca w półkach się zrobiło. Dopiero wtedy dokupiłyśmy z mamą kilka drobiazgów, które dopełniały całości metamorfozy pokoju.

POZOSTAWIAMY BEZ ZMIAN

Czy zostawiłyśmy coś bez zmian poza układem funkcjonalnym? Niewiele, ale tak. Podłoga i lampy zostały nietknięte niczym poza ściereczką do kurzu i brudu po cały remoncie. Ściany, choć zmieniły kolor, to ich barankowa struktura, którą nakładałyśmy z mamą około 30 lat temu, też uniknęła destrukcji. I to byłoby na tyle.

METAMORFOZA POKOJU KOLOREM

To jaką moc ma kolor we wnętrzach nikogo chyba nie trzeba przekonywać. Dzięki niemu często najbardziej spektakularne metamorfozy nie dziełem wielkiego remontu, a zmianą kolorystyki wnętrza. Jak można zrobić to najprościej? Wykorzystując farby i tekstylia. Śmiem twierdzić, że aktualnie technologia farb i innych środków koloryzujących jest na takim poziomie, że można przemalować prawie wszystko. Przynajmniej ja nieustannie wystawiam tę teorię na próbę i w większości przypadków z sukcesem.

Będąc tu ze mną dostatecznie długo wiecie jak dużym uczuciem darzę tekstylia we wnętrzu i ile z nimi potrafię zdziałać. Był moment, kiedy czasu miałam więcej i moja sypialnia regularnie przechodziła metamorfozy dzięki tkaninom, a ja Wam pokazywałam ich magiczne właściwości we wnętrzach. Przeprowadzając metamorfozę pokoju mojej mamy ponownie wykorzystałam te czary mary.

MALOWANIE-WIELKA MOC FARBY

Zanim napiszę Wam co zostało przemalowane i dlaczego, od razu uprzedzę pytania o farby. Do całej zmiany użyłyśmy z mamą tylko dwóch rodzajów farb. Ściany i sufit zostały pomalowane na biało farbą Magnat Non-Reflex, a meble i dodatki farbami renowacyjnymi Good Home i zabezpieczone akrylowym matowym lakierem Flugger.

ŚCIANY

O ścianach w tym pokoju można napisać wiele, ale pewne jest to, że nie były i nie są łatwe. Około 30 lat temu moja mama zdecydowała się położyć sama (pomagałam jej) strukturę baranka na ścianę. Po kilku latach nieskutecznej walki z próbą zamalowania kolorów, w które ściany były ubierane przez kilkadziesiąt lat, moja mama poddała się i wymyśliła najlepsze jej znane w tamtych czasach rozwiązanie- tynk baranek. Mogła go nałożyć sama, zakrył całą tęczę kolorów na ścianach i miał dodatkową zaletę- nikt nie przytulał się do ścian i te dzięki temu były czyściejsze. 😉 Teraz na pewno poradzilibyśmy sobie inaczej z tym problemem, ale zrywanie tynku ze ścian, nakładanie gładzi itp. to już większy remont, a tego chciałyśmy uniknąć. Dlatego baranek na ścianach został, a kolor zniknął.

Moja mama pomalowała pokój mniej więcej 7 lat temu na dobrze wygrzaną w słońcu brzoskwinkę. Gdy zapytałam się jej, co nią kierowało w doborze koloru, odpowiedziała, że promocja. Marzyła teraz o wszechobecnej bieli na ścianach. I tak też zrobiłyśmy. Biel to zawsze dobry wybór, szczególnie gdy ktoś jest zmęczony kolorem na ścianach, a tak też może być. Obiecałam mamie kolor, ale inny i nie na ścianach. Choć korciła mnie jakaś tapeta, to jak już wiecie, tynk strukturalny powstrzymał moje tapeciarskie zapędy.

REGAŁ

Regał w salonie pamięta połowę lat 90-tych. Wtedy to był bardzo udany zakup wnętrzarski. Niestety, choć moja mama nigdy za brązem w meblach nie przepadała, zawsze takie meble u nas w domu lądowały. Meblościanka przez tyle lat spełnia funkcje, jakich mama oczekiwała od takiego mebla. Dlatego teraz nie miała w planach go wymieniać, choć jego wygląd już jej nie zadowalał. Widząc przez ostatnie lata moje działania, wiedziała, że mogę zmienić każdy mebel w taki, który będzie się jej podobał. Dlatego misja metamorfozy regału przypadła w udziale mnie.

Gdy wybrałyśmy kolory, szukałam sposobu na przemalowanie typu ” jak to zrobić, by się nie narobić”. Biorąc pod uwagę jego gabaryty to był bardzo ważny aspekt przy tych zmianach. Oczywiście, najmniej narobimy się, jak to zrobi za nas ktoś inny, ha ha, ale ta opcja odpadała.

MALOWANIE-ASPEKTY TECHNICZNE

Meblościanka to oczywiście płyta MDF i okleina. Mając doświadczenie w takich metamorfozach, wiedziałam, że przemalowanie jej jest możliwe, ale praco- i czasochłonne. Ostatnio jednak wypróbowałam farby renowacyjne Good home i to uratowało mi dużo czasu w tym przypadku. Farby te są od razu z podkładem. Dlatego wystarczyło, że mebel zszorstkowałam (papierem ściernym 120), odpyliłam i odtłuściłam benzyną ekstrakcyjną i mogłam malować. Wystarczyły 2 warstwy farby nanoszone wałkiem typu flock i lakier akrylowy do zabezpieczenia. Przez 10 dni farba się utwardza i wtedy trzeba obchodzić się z meblem jak z jajkiem, ale potem sprawdza się bardzo dobrze.

Regał jest pomalowany kolorem Tyrone. Na przemalowanie całej meblościanki zużyłam niecałe 1,5 puszki (0,5L). To nie pierwszy raz, kiedy go użyłam. Widzieliście już ten kolor przy metamorfozie innej sypialni. Zobaczcie jak ważne jest światło w pomieszczeniu. W tamtym przypadku sypialnia ma okna na stronę północną, tutaj na południowo-zachodnią. Ta sama farba, a wygląda zupełnie inaczej.

Poza nowym kolorem regał zyskał też nowe wnętrza oszklonych i otwartych półek. Dobrałam pasującą do niego tapetę (dostaniecie ją w Leroy Merlin). Efekt tych zmian tak bardzo się mojej mamie spodobał, a regał zyskał takie uznanie w jej oczach, że naruszyła budżet, by dobrać mu nową biżuterię, czyli gałki. Padło na biały marmur i złoto z Zara home. Złoto w uchwytach fajnie nawiązuje do zdobień w tym samym kolorze na szybie, a nowoczesny kształt przełamuje dość klasyczny wygląd mebla. Nam się podoba, a Wam?

KOMODA

W rogu, w którym aktualnie stoi komoda przez kilkadziesiąt lat stał piec kaflowy. Niecałe 20 lat temu kamienica zyskała centralne ogrzewanie i wtedy mama zdecydowała o rozebraniu pieca. Dzięki tej zmianie pokój zyskał sporo miejsca. Gdyby to były ogromne pomieszczenia, a piec stary i wiekowy (a taki nie był, bo musiał być postawiony od nowa jak miałam 5 lat), byłoby mi szkoda, że taki element wystroju został zlikwidowany, nawet jeśli nie byłby funkcjonalny. Przy 20 m2 salonu ta odzyskana przestrzeń bardzo się przydała.

Komoda jest kolejnym dużym meblem, który został przemalowany w ramach metamorfozy pokoju. Osobiście oddałabym ją komuś za darmo i poszukała na Olx drewnianej solidnej wersji. Moja mama jednak bardzo ją lubi, więc podjęłam to wyzwanie i przemalowałam plastik. Miałam obawy, bo nie wszędzie mogłam mebel potraktować papierem ściernym. Farba jednak cały czas bardzo dobrze trzyma się powierzchni. Kolor, który użyłam w tym przypadku to chueca.

Dotychczas nad komodą wisiały dość przypadkowo umieszczone ramki ze zdjęciami. Za każdym razem, kiedy odwiedzałam rodziców, miałam ochotę je stamtąd zdjąć i porozwieszać na nowo. Wiedziałam tylko, że jak zacznę zmiany, to już nic mnie nie zatrzyma. W końcu ta chwila nadeszła. Lawina zmian ruszyła. Obiecałam mamie, że galeria zdjęć rodzinnych powstanie, ale nie obiecywałam, że w tym samym miejscu.

Początkowo do komody chciałam zaprojektować taką nadbudówkę jak u nas w sypialni. Gdy oceniłam stan mebla, taka inwestycja wydawała mi się zbędna. Poszukałam więc w zasobach piwnicy w domu rodzinnym i znalazłam dwie półki z mojego starego pokoju. Wystarczyło dokupić wsporniki i pomalować wszystko na ten sam kolor co mebel pod półkami. W ten sposób kąt stał się bardziej uporządkowany, a przestrzeń lepiej zagospodarowana. Gdzie zatem stworzyłam inwestorce nową galerię rodzinnych zdjęć?

GALERIA ŚCIENNA

Moja mama bardzo lubi eksponować zdjęcia rodzinne. Tworząc nową galerię zadbałam o to, żeby tych zdjęć było więcej, lepiej się prezentowały, były bardziej widoczne oraz tworzyły ciekawą i spójną kompozycję z całym wnętrzem. Nie kupiłam nawet jednej nowej ramki. Wszystkie były już u mamy w domu (lub u mnie).

Ramki do zdjęć, które nie pasowały kolorem lub stylem przemalowałam farbami renowacyjnymi, których używałam przy całym projekcie. W ten sposób stworzyłam kompozycję, która mimo mnogości elementów jest spójna z wnętrzem. Właścicielka zachwycona, tym bardziej, że galeria stworzona jest tak, by można było ją rozbudowywać o kolejne zdjęcia z wnukami.

STÓŁ

Komplet stół i krzesła przywędrowały do mieszkania w tym samym czasie co regał. Krzesła są jednymi z tych, które ktoś wymyślił by torturować ludzi. Początkowo nie było w planach ich wymiany (poza obiciami siedzisk), to jednak się zmieniło o czym przeczytacie na końcu tego wpisu.

Stół w planach remontowych znajdował się na początku listy rzeczy do malowania. Ten mebel wyjątkowo nie jest z płyty, ani plastiku, a z drewna, przynajmniej jego podstawa. Blat, jak się okazało po 30 latach intensywnego użytkowania, jest płytą w okleinie. Niestety słabo przeszedł próbę czasu.

Nie miałam ani miejsca ani czasu na renowację blatu, dlatego zdecydowałyśmy się z mamą na najprostszą metamorfozę, czyli pomalowanie tego co zniszczone na ten sam kolor co regał. Dodatkowo blat zabezpieczyłam dwoma warstwami lakieru. Czy to przetrwa? Biorąc pod uwagę, że stół tylko sporadycznie będzie użytkowany przez moje dzieci, szanse są duże.

DRZWI

O malowaniu drzwi pisałam już przy metamorfozie kuchni. Należy im się porządne potraktowanie opalarką i zerwanie kilku warstw zżółkniętych białych farb olejnych. Do tego jednak zabrakło zasobów ludzkich i sił, więc przemalowałam drzwi na szary kolor farbą renowacyjną do mebli kuchennych jegger. Dlaczego nie na biało? Obawiałam się, że kilkudziesięcioletnia żółć poprzednich farb będzie szybko przebijać spod nowej warstwy farby. Szarość pozwoliła uniknąć takich niepożądanych efektów, a jest na tyle neutralna, że pasuje prawie do wszystkiego.

Nowy kolor drzwi bardzo dobrze prezentuje się od strony kuchni. W pokoju wolałabym coś bardziej wtapiającego się w główną paletę barw. Biorę jednak pod uwagę również to, że kolor z tego pokoju wyprowadzi się wraz z moją mamą, a mój brat na pewno dopasuje sobie coś do szarych drzwi.

TAJNA BROŃ METAMORFOZY – TEKSTYLIA

ZASŁONY

Dobór kolorów przy metamorfozie pokoju zaczął się od zasłon. A może powinnam napisać od obrusu? W czasie zakupów w IKEA mojej mamie wpadł w oko obrus. Powiedziała, że szkoda że nie ma takich zasłon. Ja szybko sprawdziłam wymiary obrusu i powiedziałam mamie, że nie prawda, są zasłony. 😉 I tak dwa obrusy w kratę stały się zasłonami, a resztę barw dobierałyśmy pod nie. Oczywiście nie zawsze tak się da. Wszystko zależy od rozmiarów obrusu i Waszego pomieszczenia. W pokoju mamy też nie jest to idealne rozwiązanie, bo zasłony mogłyby być dłuższe. Choć mam już plan, żeby je w estetyczny sposób przedłużyć o parę brakujących centymetrów. Teraz tylko muszę znaleźć czas.

TEKSTYLIA NA ŁÓŻKO

Pokój, który poddałyśmy metamorfozie pełni też funkcję sypialni. Przez wiele lat w tym miejscu stał narożnik, a potem rozkładana sofa. Jednak im człowiek starszy tym bardziej jest męczące codzienne składanie i rozkładanie łóżka, a czasem wręcz niewykonalne. Od paru lat na stałe stoi rozłożona prosta sofa. Jest to dla mamy wygodne, ale mało estetyczne. Dlatego zadbałam o to, by przykrycie i parę dobrze dobranych poduszek stworzyło miły dla oka kąt i nie utrudniało właścicielce życia.

ZAGŁÓWEK

Do łóżka idealnego brakowało tylko wygodnego zagłówka. Biorąc pod uwagę, że ściana to kłujący tynk strukturalny, metamorfoza pokoju musiała objąć i tą przestrzeń. Pomysłów miałam wiele, duża część z nich wchodziła w zakres projektów DIY. Ostatecznie przeliczyłyśmy z mamą czas i zasoby energii i zdecydowałyśmy się kupić gotowe panele ścienne w kolorze oliwkowej zieleni. Ponieważ producent nie przewidział, że można je chcieć umocować na nierównej powierzchni, z którą klej sobie nie poradzi tu zastosowaliśmy własne patenty.

Zagłówek składa się z oddzielnych paneli o wymiarach 30×90 cm. Każdy z paneli został powieszony na dwóch hakach. Jak? Do paneli przymocowaliśmy tak zwane wieszaki wciskowe, jakie często możecie znaleźć na ramkach do zdjęć. Ostatecznie mojego męża czekało trochę wiercenia, ale system sprawdził się bardzo dobrze. Jeśli zdecydujecie się na takie rozwiązanie i panele wykończone w welurze, pamiętajcie o tym, by każdy panel był powieszony z odpowiednim kierunkiem włosa tkaniny. Odcień weluru zmienia się wraz z kierunkiem „włosa”, więc taki błąd będzie widoczny potem na zagłówku.

MAŁE PROJEKTY DIY

Metamorfoza bez małych projektów DIY? To nie u mnie. Choć plan był taki, by poszło szybko, gładko i bez zbędnej pracy, pokój zyskał dwa ulepszenia w ramach projektów „zrób to sam”. Na pierwszy rzut poszedł biały zegar z różowymi wskazówkami z IKEA. Bardzo spodobał się mojej mamie. Miał tylko jedną wadę: brak wyraźnie widocznych oznaczeń godzin. Z tym poradziłam sobie szybko. Wystarczyło trochę różowej farby (renowacyjna good home) i zegar nie stracił na wyglądzie, a zyskał na funkcjonalności.

Ta sama różowa farba przydała się przy kolejnym projekcie. Odkąd pamiętam na ścianie przy regale wisiała duża pnąca roślina. To jest magiczne miejsce, w którym rośliny rosną jak na drożdżach. Wielkie epipremnum mamy stało tam na drewnianej półce, która trzymała się w całości tylko na słowo honoru. W obawie, że zleci kiedyś komuś na głowę, zaprojektowałam prostą i szybką do wykonania półkę na roślinę ze sklejki. Oczywiście głównym wykonawcą był mój mąż. Ja poza projektem dołożyłam różową farbę. Choć półka prawie cała ginie pod bujną rośliną, to jednak szczegół ma znaczenie.

DODATKI-SZCZEGÓŁ MA ZNACZENIE

Różowa półka na roślinę była wprowadzeniem do szczegółu we wnętrzu, którego nie warto pomijać. To właśnie takie drobne rzeczy często tworzą cały charakter mieszkania. Metamorfoza pokoju mamy również w szczegół została ubrana. Uchwyty w regale, kolory ramek, czy godzin na zegarze i poduszki. To wszystko już omówiłam.

Teraz o rzeczach pozornie niepozornych, a jednak mających znaczenie. O czym mowa? O tak zwanych pierdółkach jak wazony, miski i talerze, które eksponujemy za szybą, doniczki w których rosną nasze rośliny, czy nawet świeczki. To nie muszą być rzeczy drogie, nie musi być ich dużo i nie wszystkie od razu. Można powoli kompletować dodatki. Ja stworzyłam pokoju bazę, którą mama może rozbudować jeśli będzie chciała. Ponieważ kolory są bliskie temu, co ma już w Starachowicach, gdy będzie się wyprowadzać, może zabrać wszystko ze sobą.

WELUROWE KRZESŁA

W założeniach metamorfozy pokoju pisałam o tym, że nie kupujemy nowych mebli. Jednak, gdy dostałam propozycję współpracy i możliwość wybrania nowych pięknych welurowych krzeseł do mojego mieszkania nie mogłam z tej szansy nie skorzystać. Ostatecznie przemyślałam sprawę i możliwości moich synów i nie zdecydowałam się na takie meble u siebie w mieszkaniu. Chciałam sobie zaoszczędzić nerwów ciągłego odplamiania ich po działalności moich dwóch brzdąców. Przeglądając jednak katalog nie mogłam nie zauważyć pięknych kolorów tapicerek, które idealnie pasowały do nowej wersji pokoju. Dlatego sprezentowałam te krzesła mojej mamie. Poza tym, kiedyś świetnie odnajdą się w domu w Starachowicach. Nie sądzicie?

Jeśli chcecie więcej poczytać o krzesłach i zobaczyć jak się prezentują na filmie oraz skorzystać z rabatu, zapraszam na mój instagram. Tam dowiecie się więcej o tej współpracy.

POKÓJ PRZED I PO ZMIANACH

Metamorfozę wnętrza najlepiej widać, gdy możemy porównać stan obecny do tego co było. Najlepsze do takiego porównania są zestawienia zdjęć „przed i po”. W tym przypadku nie mogło być inaczej. Przecież dopiero wtedy możemy zauważyć ile się zmieniło i jaki efekt ta metamorfoza przyniosła.

Takie zestawienia i proces zmian, które opisałam może zachęcą Was do działań na własną rękę. Tak nie wiele trzeba by żyło się ładniej i przyjemniej.

ściskam

Iza

JAK ZROBIĆ ZABUDOWĘ LODÓWKI ZE SKLEJKI ?
MAŁA ŁAZIENKA Z PRYSZNICEM

9 komentarzy

  1. Dorotea
    21 kwietnia 2021 at 09:33 — Odpowiedz

    To czary jakieś ! Jestem pod ogromnym wrażeniem ! Brawo!

  2. 21 kwietnia 2021 at 10:05 — Odpowiedz

    Spektakularna przemiana. Naprawdę jestem pod wrażeniem. Malowanie takiego grzmota przerosło mnie nawet w myślach widząc go na zdjęciu.
    Ale świetnie sobie poradziłaś. Krzesła boskie i świetny pomysł na zasłony z obrusów. Zagłówek WOW, choć tu myślałam, że to Twoja robota (ha ha).
    No i strasznie, strasznie niesamowicie podoba mi się kolor komody. Właśnie dokładnie takiego szukam dla mojej. Oglądałam farby good home, ale nie przypuszczałam, że mają tyle zastoowań.
    Ogólnie wielkie WOW za realizację.

    • 21 kwietnia 2021 at 13:36 — Odpowiedz

      haha, to też zabierałam się do tego regału jak do jeża 😉 Ale jak już zaczęłam to poszło szybciej i łatwiej niż myślałam. Poza tym jak się pracuje i gada z kimś ( z mamą) to ten czas inaczej leci.
      Krzesła ujęły mnie kolorem, a moja mamę wygodą. Kolor nózek tylko mógłby być inny, ale nie wybrzydzam 😉
      Ten zółty ma bardzo fajny odcień. Taki głęboki, ciepły i nie-oczojebny. Tylko jak każdy żółty kolor, którym malowałam ma jedną wadę, słabo kryje. Więc tu nastaw się na więcej niż 2 warstwy farby. Ja tu dałam 4.
      A farby good home są różne. To muszą być te renowacyjne do mebli. Malowałam już kilkoma i bardzo mi odpowiadają. Kolory też mają fajne.
      Co do zagłówka- taki był plan, żeby zrobić samemu, ale brakło mi już sił i czasu, a koszt nie byłby wiele mniejszy niż kupnych, więc zdecydowałyśmy z mamą o zakupie gotowych.
      Dzięki Renia za tak obszerny komentarz <3

  3. Natalia
    21 kwietnia 2021 at 11:18 — Odpowiedz

    Izo,
    od lat podziwiam Twoje pomysły i energię. Ta metamorfoza jest fantastyczna!!! Imponujące jest to, że potrafisz bez wielkich inwestycji finansowych dać wnętrzu naprawdę nowy charakter, nastrój, po prostu łał!!! Kreatywność i pracowitość po prostu niezwykłe. Podziwiam i kibicuję:) Kolory przepiękne!

    • 21 kwietnia 2021 at 13:37 — Odpowiedz

      Natalio
      Dzięki wielkie i za komentarz i za to, że tyle lat tu ze mną jesteś. 🙂
      mam misję, żeby pokazać ludziom, że przy niewielkim nakładzie można mieszkać piękniej i że estetyka wnętrza ważna jest dla naszej psychiki. 🙂 😉

  4. Magdalena
    21 kwietnia 2021 at 12:02 — Odpowiedz

    Wow wow wow! Normalnie brak słów. Niesamowita metamorfoza. Bardzo podziwiam Twoje wyczucie kolorów. To co robisz z pastelami tutaj i w Starachowicach jest niesamowite, a nawet nie przepadam za taką kolorystyką, wolę niebieskości z Twojego mieszkania. Łóżko z tekstyliami wygląda spektakularnie!

    I jeszcze bardzo podoba mi się że zwracasz uwagę na szczegóły i detale (gałki, ramki, doniczki etc), które naprawdę sporo wnoszą takiej spójności. I nawet stare oświetlenie nie razie bardzo przy całej bardzo harmonijnej reszcie.

    Ale najważniejsze chyba padło na samym początku. Po co zmieniać wnętrze na rok czy dwa? I szerzej po co inwestować w meble czy dodatki, kiedy wynajmuje się mieszkanie? (abstrahując, że nie zawsze to musi być droga inwestycja). Przecież to tylko „na chwilę”. Która przecież czasem trwa kilka lat. I czasem naprawdę jest to tylko koszt farby do ścian, które przed wyprowadzką można z powrotem przemalować. A warto ładnie mieszkać (jakkolwiek ktoś tę „ładność” definiuje), bo wnętrze wpływa na nastrój i jakość życia.

    PS. Pokazałam mojemu epipremnum zdjęcia, żeby wiedziało czego od niego oczekuję 😀

    • 21 kwietnia 2021 at 13:43 — Odpowiedz

      Magda 🙂
      Jesli ktoś mi pisze, że nie lubi takich kolorów, ale mu się podoba to jednej z lepszych komplementów jakie mogę usłyszeć. 😀 Dziękuję
      Jestem oredowniczką detali i szczegółu we wnętrzu- to on dopełnia i nadaje charakter! 😀
      I cieszę się, że ktoś wyłapał ten akapit.
      Uważam, że warto zadbać o estetykę otoczenia, nawet na chwilę. To czym się otaczamy ma duży wpływ na naszą psychikę. Nawet jeśli myślimy inaczej.

      Ostatnie zdanie spowodowało, że oplułam monitor… haha.. mam nadzieję, że twoje epipremnum weźmie sobie do serca twoje oczekiwania.. choć przyznam, że moja mama nie dba o niego prawie wcale i jak na mojego oko notorycznie go przelewa..a skubany rośnie jak głupi…

  5. 14 maja 2021 at 13:10 — Odpowiedz

    No jestem pod ogromnym wrażeniem, zwłaszcza salonu… wow!!!!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

MENU

Back

Udostępnij