EKSPOZYCJA ROŚLIN W DOMU

ROŚLINY W DOMU

Mniej więcej od roku szał na rośliny w mieszkaniach jest w swojej szczytowej formie. Chociaż część z Was może nazwać to chwilową modą i trendem, który najlepiej zignorować i iść pod prąd, to ja cieszę się, jak z żadnego innego trendu wnętrzarskiego.

Jeśli wasza metryka wskazuje, że na własnej skórze doświadczyliście czasów PRL, to na pewno doświadczyliście roślin w domu. Jeśli nie u siebie, to u babci, cioci, stryjenki. Ja doświadczyłam. Zarówno u babci ( jednej i drugiej) jak i w domu. W żadnym z tych miejsc jednak nie można było mówić o domowej dżungli. Ja sama jako nastolatka hodowałam kilka kaktusów. I o dziwo szło mi chyba lepiej niż teraz. Potem rośliny w domu były ostatnim punktem na liście moich potrzeb. Nie licząc oczywiście ziół na parapetach. Bo jak można gotować bez bazylii, oregano itp.? 😉

Kiedy to się zmieniło? Bo jeśli jesteście ze mną na instagramie i tutaj, to wiecie, że rośliny w domu wspięły się stanowczo wyżej na drabinie moich potrzeb. Tęsknota za nimi  przyszła wraz z własnym mieszkaniem. Nie od razu ją realizowałam, bo wykończenie wnętrza, donoszenie ciąży i ogarnięcie się w roli matki były priorytetami w tym czasie. Potem jednak zaczęłam znosić do domu pojedyncze rośliny. Zaczęłam od sukulentów błędnie myśląc, że są najłatwiejsze w obsłudze. Ich nie umyślne ukatrupienie miało ciekawy skutek. Nauczyłam się rozmnażać sukulenty z tego co z nich zostawało, czyli z liści. W tamtym czasie nie znalazłam nic w polskiej wersji językowej w internecie, dlatego pokusiłam się o mały tutorial dla Was.  Minęło już dwa lata od tego wpisu na blogu i nadal nic się nie zmieniło. No może ciut wolniej ubijam dorosłe sukulenty i ciut szybciej rozmnażam maluchy.

Do przyrostu mojej domowej dżungli na pewno przyczyniły się różne dyskonty i ich atrakcyjna cenowo oferta roślina. Nie było mi żal wydać na kwiatka 6-10 złotych. Nawet nie mając pewności jak długo pożyje pod moją opieką. Dzięki temu, że prowadzę bloga i robię dużo zdjęć aktualnie mogłabym wydać całkiem gruby album zatytułowany „Pamięci moim roślinom” lub bardziej światowo „R.I.P my plants”. 😉  Przez ostatnie 4 lata (mniej więcej wtedy u mnie się to zaczęło), mam trochę roślin na sumieniu. Całe szczęście ich śmierć nie poszła na marne. Z każdym odchodzącym kwiatkiem rosła moja wiedza na temat ich pielęgnacji. Dzięki temu aktualnie mam w domu około 90 donic mniejszych i większych wypełnionych zielonymi pięknościami (no dobra, niektóre wcale nie są takie piękne).

EKSPOZYCJA ROŚLIN

Posiadając wystarczającą ilość roślin by bez wstydu nazywać siebie „crazy plant lady” doszłam do wniosku, że należałoby odpowiednio uczcić ten fakt na blogu. Chwilę zajęło mi, z której strony ugryźć temat. Wiadomo jednak, że najlepiej zacząć od początku. Tym razem mojego a nie roślin. Blog zyskał na popularności dzięki moim pomysłom DIY i wnętrzom. Jaki temat uzyskamy z połączenia wnętrz, roślin i projektów zrób to sam? Ekspozycję roślin we wnętrzu.

Jeśli mamy trzy rośliny w domu, raczej nie będziemy mieć problemu z tym, gdzie je postawić. W większości przypadków będzie to parapet. A jeśli mamy 90 roślin w domu i tylko dwa parapety ? To już wiecie, skąd pomysł na post ?

Okna w moim mieszkaniu wychodzą na południowo-zachodnią stronę. Jednak czas i moc naświetlenia mocno zależy od pory roku. Dlatego ekspozycję roślin w moim mieszkaniu mocno uzależnia kalendarz. Późną jesienią, zimą i wczesną wiosną większość roślin okupuje miejscówki przy oknach i drzwiach balkonowych w mojej sypialni. Gdy zaczęło brakować miejsc stojących zainteresowałam się rozwiązaniami wiszącymi.

Całe szczęście szał na ubranjungle miał wpływ na zwiększenie asortymentu wiszących doniczek. Do łask powróciły również makramy. W internecie znajdziecie mnóstwo tutoriali, np. ten u Kasi z Piątego Pokoju. Przyznam się, że choć uwielbiam wszelkie DIY , makramy, aż tak bardzo nie skradły mojego serca (podobają mi się, ale nie zachwycają). Uważam, że za bardzo odwracają uwagę od roślin. To nie znaczy, że nie sama takich nie posiadam, lub nie próbowałam zrobić najprostszych z potrzeby chwili. Cały czas, jednak to nie była opcja dla mnie i poza fajnymi gotowymi wiszącymi donicami szukałam alternatywy do makramy. Aż pewnego dnia dostałam olśnienia. I tak powstał najprostszy wiszący kwietnik z rzemyków i pasków skórzanych. Czas przygotowania 5 min. Koszt ok 22 pln. Brzmi fajnie ?

 

SKÓRZANY KWIETNIK DIY

Chcecie wiedzieć jak zamieniłam taką zgrzebną prostą makramę na stylowy skórzany kwietnik ? Przewińcie post w dół.

 

Do zrobienia kwietnika potrzebowałam :

  • skórzanego paska o długości 100cm i szerokości 1,5 cm ( może być 2 cm)
  • dwóch skórzanych rzemyków o szerokości 4 mm x 4 mm  i długości każdego około 100 cm
  • nitownicę do dziurek
  • ostry nożyk

Pierwsze pytanie, które większość z Was sobie zada to, skąd wziąć skórzane paski ?  Ja biorę ze sklepów internetowych. Wpisując w google „skórzane paski do uprzęży”,  na pewno znajdziecie sporo opcji.  Jeśli macie jeden długi pasek skórzany, przetnijcie go na pół. Ja wykorzystałam do tego super ostry nóż kuchenny. Może być  to również nożyk tapicerski. Najlepiej jeśli paski mają około 50 cm długości każdy. Oczywiście wszystko zależy od doniczki, którą chcecie w tym umieścić, ale musiałaby to być bardzo duża donica, jeśli paski miałyby być dłuższe.  Po obu stronach każdego z pasków wycinamy nitownicą dziurę. Otwór powinien być największy z opcji dziurkacza i znajdować się około 1 cm od brzegu. I w w ten sposób jesteśmy w połowie pracy nad kwietnikiem.

Przez każdą z dziurek w pasku przeplatamy rzemyki od lewej strony na prawą i na zewnątrz  zaplatamy mocne supły. Jeden rzemyk do jednego paska, lub krzyżowo. Opcje są dwie. I w zasadzie kwietnik gotowy. Wieszamy go na haku i ostrożnie krzyżując paski umieszczamy w nim donicę z rośliną. Najlepiej jest zacząć od umieszczenia podstawki i jej odpowiedniego wyważenia na paskach. Postem wstawiamy doniczkę z rośliną. Supły na rzemykach mam sprawdzone, trzymają się mocno na kilku innych moich projektach.

Od spodu wygląda to tak jak na zdjęciu poniżej. Oczywiście taki kwietnik nie utrzymuje donicy tak stabilnie jak makrama. Jeśli jednak wisi w miejscu, gdzie nie ma możliwości przypadkowego  mocnego potrącenia sprawdza się rewelacyjnie.  Ciężar donicy z ziemią i kwiatkiem dobrze stabilizuje je na paskach.

Ponieważ  kwietnik wymyśliłam w ciągu minuty, za chwilę go robiłam a po 5 minutach fotografowałam, nie wydawał mi się dopracowany i doskonały. Gdy mój nieskromny zachwyt nad własnym pomysłem nieco zelżał mogłam na spokojnie go udoskonalić. Przynajmniej tak mi się wydaje. 😉 Poznajcie zatem wersję drugą ze względnie zbędnymi, ale jakże fajnymi koralikami, które przytrzymują skrzyżowanie pasków w miejscu.

W tej wersji jest o dwa otwory więcej. Robimy je po środku szerokich pasków. Nawlekamy w między czasie na podwójny sznurek koraliki, lub robimy chwosta, lub co Wam wyobraźnia podpowie. Ważne, żeby zawieszka była na podwójnym sznurku.

Sznurek od zawieszki przewlekamy przez oba otwory w środku pasów i skręcamy go krzyżowo tak by unieruchomić łączenie podstawy kwietnika. Cała reszta pozostaje bez zmian. Jeśli nie chcecie zwisających pierdółek, a chcecie złączyć na stałe w tym miejscu kwietnik, polecam klej na gorąco.

Gotowy kwietnik w wersji bardziej ozdobnej prezentuje się na poniższych zdjęciach.

Wybaczcie  nie fotogeniczny stan paproci, ale względnie dobrze się dogadujemy. Najważniejsze, że kolorystycznie wszystko gra. Brąz obsuszonych liści idealnie współgra z brązem drewnianych ramek. 😉 I tej wersji się trzymam. 

Paulina ze styleracital, na instagramie zasugerowała mi, żebym w ekspozycji kwiatów nie posunęła się o krok za daleko i nie postawiła donic na nowych kongach męża. I choć wcześniej kompletnie nie brałam tego pod uwagę, to komentarz Pauliny spowodował, że oczami wyobraźni widzę jaki piękny stojak byłby z tego bębna. 😉

Paproć z stale wilgotną (przez co cięższą) ziemią, równie ciężką donicą wisi u mnie już dwa tygodnie. Supły nadal trzymają świetnie. Kwietnik się sprawdza, polecam.”Będzie Pan/Pani zadowolony/a”.  😉

MAKRAMY I INNE WISZĄCE KWIETNIKI

Nowe skórzane kwietniki nie wyeliminowały makram z mojego domu. Nadal je mam , nie neguję całkowicie, ale szukałam pomysłu na to, żeby nie zdominowały moich wnętrz.

Alternatywą do wiszących kwietników typu makrama mogą być też wiszące plastry drewna na rzemykach, albo ręka męża. Małe pieńki możemy również stawiać na komodach, półkach czy podłodze eksponując na nich kilka mniejszych lub jedną dużą donicę z rośliną.

Z miejsc wiszących bardzo dobrze sprawdzają się zwykłe półki na zdjęcia, lub książki.  Fajnie urozmaicają dekoracje a gatunki roślin o zwisających pędach mają swobodę w rozrastaniu się.

Ponieważ moje rośliny wędrują po domu, stale szukam dla nich nowych miejsc i rozwiązań. Tam gdzie są najlepsze warunki do bytowania dla tych zielonych kumpli, jest dość tłoczno. Stąd moje ciągłe poszukiwania nowych rozwiązań zagęszczenia zieleni na centymetr kwadratowy. A że najwięcej wolnej przestrzeni jest w powietrzu, stale myślę nad nowymi wieszakami dla nich. Znacie mnie na tyle, że wiecie, że poza tym że pomysł ma być praktyczny, musi być również estetyczny. I jak do tej pory, chyba mi się to udaje. Nie ukrywam, że zdarza się jednak, że estetyka wygrywa z praktyką. Jak na przykład ten wiszący metalowy domek. Bardzo lubię go w tym miejscu gdzie jest. Mój mąż i jego lekko poobijana głowa, trochę mniej.

GDZIE STAWIAĆ ROŚLINY

Jeśli jesteśmy już przy metalu, ostatnio doceniam proste metalowe kwietniki, które wynoszą rośliny na wyżyny tworząc na dole miejsce na kolejne. Zagęszczenie na cm2 rośnie. 😉 Moim faworytem są te, które znajdziecie pod tym linkiem, ale ich tańsza i ciut mniej zgrabna alternatywa również sprawdza się świetnie. Szczególnie na zatłoczonym parapecie.

Fajną opcją na wywyższenie rośliny na parapecie jest również drewniany słupek. U mnie to forma recyklingu. Te kawałki kantówek zostały po jakimś projekcie. Ja potrzebowałam unieść parę doniczek zwisających odmian moich roślin a mąż potrzebował pozbyć się resztek. I tak oto pożyteczne z pożytecznym. Krótkie kantówki nie wylądowały w piecu lub na ognisku, a kwiaty dostały dodatkową przestrzeń na zwisanie.

Gdy skończy nam się miejsce na parapetach, komodach, półkach a nadal nie cała kolekcja roślinnej dżungli zajęła swoje stanowiska, trzeba szukać dalej. W mojej sypialni przez moment świetnie sprawdził się stolik, który kupiłam na balkon.

Gdy jednak balkon upomniał się o to co jego, trzeba było kombinować dalej. I w tym przypadku pomógł mi fajny  sklep z piękną ofertą kwietnikową –Skandynawskie.pl. To tam znalazłam brakujące ogniwo w moich roślinnych ekspozycjach. Przepiękny prosty metalowy kwietnik Ferm Living. Jestem nim całkowicie zauroczona i zanim trafił na dłużej w jedno miejsce biegałam z nim po całym mieszkaniu. No dobra, sapałam przesuwając go, bo trochę waży. 😉  Jest to najdroższa kwatera dla moich roślin jaką mam, ale czyż nie są tego warte ? 😉

W sypialni idealnie wpasował się pod wiszące półki.

W salonie dzięki kwietnikowi zyskałam więcej miejsca na rośliny przy parapecie.

Na balkonie moje drzewka oliwne po przejściach  i wilczomlecz  zyskały godną miejscówkę. Moim zdaniem wizualnie plant box odnalazł się najlepiej właśnie tutaj.

Kwietnik tak dobrze sprawdza się w każdym z pomieszczeń, że aż żałuję, że nie mam 3 sztuk.  Musiałam wybrać w końcu jedną  opcję i wygrała sypialnia.  Walka głównie rozgrywała się między balkonem i a miejscem pod wiszącymi półkami. Główny czynnik, który zaważył na przegranej balkonu to jego cechy szczególne: południowo-zachodnie ulokowanie i dużo szkła. Na balkonie dość mocno grzeje, obawiałam się trochę, że metal nagrzewając się ugotuje mi kwiaty. Gdyby nie ten szczegół, kwietnik stałby w moim „letnim pokoju”.

Zdaję sobie sprawę z tego, że cena tego produktu dla wielu moich czytelników może być zaporowa. Jeśli jednak chcieliście go kupić, ale nie wiedzieliście czy warto, to szczerze polecam.Odrobina luksusu dobrze robi. Nie tylko kwiatom, nam też.  Oczywiście rola kwietnika to jedna w wielu ról tego mebla. Od właściciela zależy do czego go wykorzysta.

PODSUMOWANIE

Opcji jest wiele i choć bardzo się starałam, na pewno wszystkich możliwych propozycji na eksponowanie roślin w domu nie wymieniłam. Warto jednak podsumować propozycje, żeby łatwiej było nam wybrać z różnych możliwości.

ekspozycja wisząca
  • makramy ( ze sklepu, lub własnoręcznie wykonane)
  • skórzany kwietnik – tyko własnoręcznie wykonany 😉
  • wiszące doniczki (głównie ze sklepu, ale może ktoś sam robi ? pochwalcie się)
  • wiszące plastry drewna
  • półki ( np wiszące na linach, metalowe domki itp)
ekspozycja stojąca
  • parapety
  • podłogi
  • komody
  • plant boxy
  • stoliki
  • metalowe kwietniki
  • otwarte szuflady w komodach 😉
  • drewniane słupki z kantówek
  • drewniane pieńki

Podobają się Wam moje pomysły na ekspozycję roślin? Podzielcie się swoimi, bo wiem, że temat nadal jest nie wyczerpany. A może chcecie, żebym przygotowała jakiś wpis związany z roślinami w konkretnym temacie ?  Dajcie znać.

ściskam

Iza

URODZINOWE PRZYJĘCIE W OGRODZIE
SKÓRZANE UCHWYTY DIY

8 komentarzy

  1. 12 lipca 2018 at 18:43 — Odpowiedz

    No pewnie, że się podobają! Jestem zachwycona tym prostym diy. Może spróbuję zrobić bo u mnie też juz sie robi ciasno, a parapety mam tylko dwa… Swoją drogą muszę policzyć swoje rośliny:-)

    • 12 lipca 2018 at 22:10 — Odpowiedz

      Gosia, miło mi to czytać 🙂 a DIY polecam bo wyszedł kwietnik w dość skandynawskim stylu. Będzie u Ciebie pasował. A dobrze w nim się trzymaja donice z ikea 😉

  2. 12 lipca 2018 at 19:07 — Odpowiedz

    Czuję się trochę jakbyś napisała tego posta dla mnie, wszystkie patenty na wagę złota 🙂 Chodziłam dziś po mieszkaniu przestawiając doniczki i robiąc zdjęcia moim zielonym dzieciom i naliczyłam ich ok. 70, uwierzysz?! Nie mam tylko pojęcia jak ja się z nimi wszystkimi przeprowadzę za kilka miesięcy…

    • 12 lipca 2018 at 22:11 — Odpowiedz

      Serio tyle już ich masz ? za mało wrzucasz na insta 😉 Dawaj je.
      Przeprowadzka rzeczywiscie bedzie ciekawa. Ale w nowym metrażu nie bedzie ci sie wydawac ze ich tyle masz. znikną na takiej przestrzeni

  3. 13 lipca 2018 at 20:31 — Odpowiedz

    Super pomysły. Podobają mi się DIY, szczególnie ten wiszący kwietnik z pasków, ozdobiony drewnianymi koralikami 🙂 Również ta ozdoba z chwostem wisząca obok
    Ja namiętnie przemalowuję doniczki, a dwa DIY kwietnikowe mam zaczęte i chyba mnie zmobilizuje Twój wpis do skończenia 😉
    Aż z ciekawości policzę też ile mam kwiatków, bo dotąd nie wpadłam na taki pomysł, by je policzyć

  4. Małgorzata
    15 lipca 2018 at 20:41 — Odpowiedz

    Ojeju, akurat kupowałam skórzany pasek do zrobienia uchwytów komodzie, gdy zobaczyłam Twój tutorial na kwietnik z pasków i rzemiania – będzie w sam raz „do zestawu”!
    Tylko martwi mnie, czy rzemieć nie rozciągnie się/nie pęknie po jakimś niedługim czasie pod wpływem ciężaru doniczki? Wiem, że robiłaś też wersję z plastrem drewna wiszącym na rzemieniach – czy nic się z nimi nie dzieje?
    Pozdrowienia!

    • 15 lipca 2018 at 20:45 — Odpowiedz

      Te rzemienie są dość grube i mocne. Wcale nie tak łatwo je przerwać. Plaster drewna wisi już ponad rok i ma się świetnie. Zresztą znajdziesz go i w tym wpisie na zdjęciach 🙂
      Oczywiście cienkie rzemyki nie wytrzymają, ale ten o wymiarach o których napisałam w instrukcji, wytrzyma.

  5. Małgorzata
    15 lipca 2018 at 20:59 — Odpowiedz

    Dziękuję, w takim razie kupuję rzemienie 4x4mm i będę tworzyć! 🙂
    Żeby tylko mąż mnie z domu nie wyrzucił przez coraz to nowe artystyczne hobby i gromadzone przydasie…
    (Widziałam plaster drewna we wpisie , ale tak się zastanawiałam, że może była potrzeba wymiany rzemieni. Skoro nie- perfekcyjnie, moje obawy zniknęły.)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MENU

Back

Udostępnij