MOJA KUCHNIA-CZAS NA ZMIANY?

MOJA KUCHNIA

Moja kuchnia w naszym pierwszym mieszkaniu (i jak na razie ostatnim), była najlepiej i najdokładniej przemyślaną przeze mnie przestrzenią. Gdy zdecydowaliśmy się z mężem na zakup własnych czterech kątów, ja już wiedziałam w jakim stylu będzie i gdzie ją kupię.

To było 8 lat temu i wtedy moim największym marzeniem była biała kuchnia z drewnianym blatem. To był początek szału na skandynawski dizajn i ja wpadłam w ten trend po uszy. Wtedy uparłam się, że całe mieszkanie będzie białe i jasne i kuchnia nie może być inna. Oczywiście od wszystkich dookoła słyszałam zdanie powtarzane jak mantrę: „biała kuchnia? Przecież będzie bardzo się brudzić.” Poza tym, że samo stwierdzenie jest mało logiczne (bo kolor mebli nie ma wpływu na to jak bardzo one się brudzą), to jako fotograf zdradzę Wam pewną zaletę białych mebli. Biel odbija światło i jeśli coś się zakurzy lub ubrudzi jest to mniej widoczne niż na ciemnych meblach. Koniec końców, każdy mebel jak się zabrudzi trzeba umyć, czyż nie? 😉

Gdzie mogłam zakupić kuchnię w skandynawskim stylu jeśli nie w IKEA? Nie ukrywam, że miałam dużą radochę projektując ją w programieprogramie https://track.adform.net/C/?bn=30540154udostępnionym przez sklep. Mogłam przestawiać meble co trochę, a zakwasów w mięśniach nie uświadczyłam. To było moje pierwsze doświadczenie z takim programem i pierwsza zaprojektowana kuchnia.

Mówi się, że pierwsze mieszkanie urządza się dla wroga. Zapewne kuchnia też w to się wlicza. Trzeba mieć doświadczenie, żeby dobrze i funkcjonalnie urządzić swoją przestrzeń. Po ośmiu latach użytkowania mojej pierwszej kuchni już wiem, czy ja tego mojego wroga bardzo nie lubiłam czy tylko trochę.

CZAS NA ZMIANY ?

Gdy użytkujesz coś przez osiem lat bez problemu możesz opowiedzieć o zaletach i wadach. Wiesz, czy zakup był udany, czy może następnym razem dokonasz całkowicie innych wyborów. Więc ja wiem. Wiem, że to jest czas na zmiany w kuchni, ale nie kuchni.

Zanim jednak przejdę do tego tematu, chciałabym Wam napisać z jakich powodów mebli kuchennych zmienić nie chcę. Dlaczego jestem zadowolona z wyborów, których dokonałam tyle lat temu i dlaczego ewolucji w kuchni podlegają drobiazgi, a nie całe wnętrze.

DOBRE I ZŁE WYBORY

Rok po tym, gdy skompletowałam meble do kuchni, IKEA zmieniła system zabudowy na METOD. Pewne rozwiązania kuchenne są jednak uniwersalne, dlatego moje doświadczenia mogą Wam pomóc w projektowaniu własnych kuchni. Pokażę Wam, to z czego jestem zadowolona i napiszę co zrobiłabym inaczej.

DUŻE ZMIANY

Zacznę od tego co na zewnątrz, czyli frontów i blatu. Wybrałam biel plus drewno i nie żałuję. Pisałam już, że biel wbrew obawom, w kuchni sprawdza się bardzo dobrze. Fronty z małą liczbą frezowań, czyli takie, jak u mnie, sprawiają, że czyszczenie ich jest łatwiejsze. Nadal znajdziecie je w ofercie sklepu pod nazwą SAVEDAL, tyle że w czystym odcieniu bieli (moje są lekko kremowe). Drewnianego blatu nie zamieniłabym na inny. Lubię to, jak starzeje się drewno, a także to, że mogę zmieniać jego wygląd i to nie raz. Blat brzozowy z serii HAMMARP początkowo zabezpieczyłam bezbarwnym olejem. Jakiś czas temu zmieniłam jego wygląd ługując i olejując na biało. Oczywiście wymaga on cyklicznego odświeżania, więc nie polecam blatów drewnianych tym, którzy nie mają na to czasu, ani chęci.

Zlew, to kolejna rzecz w kuchni, której nie zmienię, bo już to zrobiłam. 😉 Pierwszy, który zamontowaliśmy w kuchni, to HAVSEN. Był ceramiczny i wpuszczany w blat . Podobało mi się w nim wszystko, jednak przy drewnianym blacie nie sprawdziła się opcja bez zabudowy pod kran. Woda skapująca na przykład z mokrych dłoni, po kranie na blat, mimo odpowiedniego zabezpieczenia, powodowała mocne uszkodzenie drewna. Wymieniłam więc mój zlew na taki, który miał widoczny front i zabudowę pod baterię. Aktualnie w ofercie już tej opcji nie ma. Jest jednak nowy model zlewu wpuszczanego w blat z zabudową pod kran: HALLVIKEN i taki model polecam przy drewnianych blatach.

MAŁE ZMIANY

Blat, fronty, zlew to największe pole do popisu, jeśli chcemy zmienić wygląd kuchni. Jak napisałam powyżej, to zmianie nie ulegnie. Co jednak, gdy wnętrzarskie metamorfozy uwielbiam i żyć bez nich nie mogę? Skupiam się na drobnych zmianach, dających spore efekty. Kilkukrotnie już wymieniłam uchwyty. Zaczynałam od białych ceramicznych w stylu HISHULT. To był czas kiedy chciałam, aby wszystko było jasne i neutralne. Skończyłam na skórzanych uchwytach, które mi się świetnie sprawdzają. Jak je zrobić opisałam na blogu, ale dla tych w niedoczasie jest gotowa opcja OSTERNAS. Wiem, że wiele osób obawia się tego typu uchwytów w kuchni. Mogę jednak zapewnić, że skóra nie brudzi frontów, a uchwyty z czasem nabierają szlachetnej patyny (tak jak drewno). Są wygodne w użytkowaniu, zarówno w wersji mniejszej jak i większej. Na zdjęciach widzicie uchwyty po 3 latach testowania w trudnych warunkach kuchennych. 🙂

Małym zmianom uległo też przechowywanie na ścianie. Przez kilka lat świetnie sprawdzał mi się system szyn FINTROP. Później jednak zamarzył mi się długi drewniany wieszak, w tamtym czasie nie dostępny w sklepach. Zrobiłam go sama (to znaczy, z pomocą męża 😉 ). Podobną opcję oferuje teraz IKEA. Wieszak LURT. Jak widzicie można wiele na nim zawiesić, według potrzeb i fantazji.

KUCHNIA SZUFLADAMI STOI

Wiecie czego w kuchni nigdy nie jest za dużo? Szuflad! Serio. Dolne szafki dla mnie mają tylko jeden słuszny system przechowywania. Nie ma łatwiejszego dostępu do zawartości szafek niż z wysuwającej się z lekkością szuflady. I ja już to wiedziałam na etapie projektowania kuchni, a jednak nie wszędzie tę „złotą radę” zastosowałam. I niestety żałuję.

Mój ciąg szafek dolnych to 3,6 metra długości. Tylko trzy moduły, jak szafka narożna, zmywarka i piekarnik nie mają szuflad, choć pod piekarnikiem znalazła się mała szufladka. W nowym systemie METOD jest ona dwa razy większa i to jest super. Można tam chować nawet patelnie! Wiem to, bo taka szafka jest w Starachowicach. A jeśli już piszę o piekarniku, to on również jest zakupiony w IKEA i jak do tej pory był niezawodny. Tego modelu już nie znajdziecie w sklepie, ale jest dostępny bardzo podobny MATTRADITION.

Szafka narożna, która jest standardową szafką z drzwiami, jest jedynym punktem w dolnej części kuchni, który z czasem chcę zmienić. Choć zamocowałam w niej bardzo dobrze sprawdzającą się karuzelę z serii UTRUSTA, to wiem, że nie wykorzystuję przestrzeni w 100%. Dlatego w planach mam wymianę tej szafki na dwa moduły (i tu niespodzianka 😉 ) z szufladami. Szafkę o szerokości 40 cm zamontuję do wewnętrznej strony kuchni (szersze szuflady by się nie otworzyły z powodu umieszczonego z boku piekarnika), a o szerokości 80 cm od strony korytarza. Może nie jest to oczywiste rozwiązanie, lecz po ośmiu latach korzystania z karuzeli, wiem że marzę o dniu, kiedy tam pojawią się szuflady. Karuzela jest o wiele lepszym rozwiązaniem, niż zwykłe półki, lecz jeśli macie możliwość, tak jak ja, umieścić szuflady otwierające się na dwie strony, nie wahajcie się!

CO MA WISIEĆ…

Uwielbiam kuchnie, gdzie zamiast górnych szafek jest kilka otwartych półek. Miałam nawet kiedyś taką w wynajmowanym mieszkaniu. Choć wizualnie mnie zachwyca, to na małej przestrzeni jest to dość niepraktyczne. Szczególnie w dużych rodzinach, gdzie każda przestrzeń do przechowywania jest na wagę złota. Ja jednak spróbowałam pogodzić to, co mi się podoba z tym, czego potrzebuję. Ciąg górnej zabudowy to przede wszystkim zamykane szafki i jedna mała część otwartych półek, gdzie znajduje się to, czego nie chcę chować za drzwiami. Jedna z szafek w zabudowie ma drzwi z przeszkleniem. Chciałam dodać w ten sposób wizualnej lekkości. Oczywiście mogłabym zrobić wszystkie oszklone szafki, ale nie oszukujmy się, nie jestem w stanie utrzymać w nich porządku przez cały czas. Kolorowe kubki i miseczki, nawet jak stoją w małym nieładzie, są ozdobą, słoiki z mąką itp już nie koniecznie.

Moje otwarte półki, to części ze sklepu budowlanego i farba, ale w IKEA właśnie pojawiła się nowość, kompletna półka BURHULT. Możecie kupić gotowy produkt, jeśli z majsterkowaniem nie jest Wam po drodze.

Jeśli już piszę o tym, co w tych szafkach trzymam, to podpowiem Wam, co mi się sprawdza i mogę Wam polecić. Zawartość moich kuchennych szafek, zapewne nie różni się bardzo od waszych. Nic niestandardowego w nich nie ma. Kubki, miski, szklanki, dzbanuszki, a w dolnych garnki, patelnie itp. Samym powietrzem moja rodzina jednak nie żyje, więc jedzenie też znajdziecie: kasze, makarony, ryż, płatki, orzechy, przyprawy itp dominują w moich szafkach. Początkowo przechowywałam je w opakowaniach, w których je zakupiłam. Niestety zdarzało się, że wraz z żywnością zakupiłam też nieproszonych lokatorów, mole.

W walce, a dokładniej w profilaktyce, ze szkodnikami najskuteczniejsze okazały się szklane opakowania do przechowywania. Przez tyle lat i wiele wizyt w sklepie udało mi się zgromadzić całkiem pokaźną kolekcję słoi KORKEN. Zawsze wracam z zakupów IKEA z co najmniej jednym. Przez dobre uszczelnienie do słoja nie dostanie się żaden szkodnik, a jeśli już pechowo zakupimy produkt z lokatorami, to z tego słoika nie wyjdą i nie rozprzestrzenią się. Sprawdzają się do przechowywania zarówno w szufladach jak i wiszących szafkach. Są prześwitujące z każdej strony, więc od razu wiemy co w nich przechowujemy. A jeśli chcecie uniknąć pomyłek i nie chcecie przez przypadek posolić kawy, na szklanej powierzchni świetnie trzyma się taśma od drukarki DYMO. Polecałam Wam ją przy okazji instagramowego wpisu o segregatorach. Świetnie sprawdza się do opisywania segregatorów, słoików i wielu innych rzeczy.

Ostatnio w oko wpadły mi też szklane prostokątne pojemniki z serii IKEA 365+. Lepiej moim zdaniem wykorzystują przestrzeń do przechowywania niż słoiki i sprawdzą się bardzo dobrze w górnej zabudowie, gdzie możemy postawić jeden na drugim i nadal widoczna jest ich zawartość. Przy kolejnej wizycie w sklepie na pewno nie wyjdę bez choćby jednego.

ESTETYCZNE I FUNKCJONALNE JEDNOCZEŚNIE?

Halo, halo! Czy zaglądają tu jakieś estetyczne świry? Myślę, że tak. Na pewno jako jeden z nich, przyciągam do siebie i swojego bloga całkiem sporą liczbę czytelników, dla których wygląd, a nie tylko strona praktyczna się liczy. Tak sobie myślę, że są to dla nas co raz lepsze czasy, bo producenci dbają, żeby poza funkcjonalnością ich produkty były też ładne. Nie da się ukryć, że IKEA ma na tym polu duże osiągnięcia. I powiem Wam, że za jedno z rozwiązań kuchennych osobiście biję im brawo.

Pokazując kuchnię czy to na blogu, czy na instagramie nie raz przeczytałam, że to chyba taka kuchnia, której nikt za bardzo nie używa i jest tylko do zdjęć, bo jest biała (jak już ustaliliśmy, jest to jej zaletą, a nie wadą) i nie ma ociekacza na naczynia stojącego na blacie. Wiadomo, że nawet jeśli posiadamy zmywarkę ociekacz musi być. Nie wszystko można umyć w zmywarce i czasami trzeba zaangażować w tę czynność ręce i potem gdzieś te naczynia wysuszyć.

Osobiście nie znoszę widoku piętrzących się kubków i talerzy na suszarce. Gdy zaczynałam projektować kuchnię mocno się zastanawiałam jak rozwiązać ten problem. Okazało się, że IKEA ma na to patent. W górnej szafce możemy zamontować dwupoziomową suszarkę do naczyń. Polecam zamontować ją nad zlewem, bo po pierwsze wygodnie
jest odkładać umyte naczynia od razu na ociekacz nad nami, a po drugie zdarza się, że czasami, mimo podstawki, skapnie trochę wody. Jest to rozwiązanie estetyczne (zamykamy drzwi od szafki i nic nie widać!) i praktyczne (bo przecież suszarka na naczynia jest niezbędna).

Ze sprytnych udogodnień IKEA korzystam też w innych szafkach. Na przykład taka niepozorna wewnętrzna półka VARIERA, która pozwala maksymalnie wykorzystać przestrzeń w bardzo funkcjonalny sposób. Szuflada na sztućce bez takiego wkładu STODJA stałaby się szufladą na „tentegesy” w których dokopywałabym się do widelca czy łyżeczki 😉 Porządek w tym przypadku musi być. A na liście zakupów uzupełniających są uchwyty do talerzy, żeby ta moja „rodowa porcelana” mniej szalała mi po szufladzie przy otwieraniu. 😉

Wyposażenie wewnętrzne systemu METOD wykorzystuję nie tylko w kuchni. Przy okazji postu o szafach PAX mogliście zobaczyć, że uchwyt na żelazko czy rurę od odkurzacza świetnie odnajdują się także w szafach.

NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO

Tytuł posta sugerował, że w mojej kuchni zajdą lub już zaszły zmiany. Mimo to, docierając do tego momentu, możecie pomyśleć, że sobie żartowałam. Planowanie w bliżej nie określonym czasie wymiany jednej szafki to nie jest powód do takiego długiego wpisu na blogu. I macie rację. Gdy IKEA ponownie zapytała jak sprawdzają mi się ich produkty, których używam przez tyle lat, pomyślałam, że to dobry pretekst, żeby Wam napisać co mi się sprawdziło, a przy okazji poruszyć temat innych zmian w mojej kuchni, a także w życiu. Bo tak się składa, że IKEA też i w tym temacie podsuwa fajne rozwiązania lub pomaga w ich realizacji.

LESS WASTE

Less waste to temat bardzo na czasie. Wręcz stał się modny. Ale to taka moda, która powinna trwać jak najdłużej. Myślę, że większość z nas jest świadoma jak bardzo w ostatnich dziesięcioleciach zaszkodziliśmy naszej planecie. Tu nie trzeba długich wywodów. Drugiej planety nie mamy, warto zacząć robić coś, żeby, jeśli nie naprawić szkody, to chociaż postarać się, aby nie szkodzić więcej. Nie jestem fanką skrajności i nie namawiam Was na radykalne kroki, ale małymi i systematycznymi zmianami możemy zdziałać więcej niż myślimy.

Ja zaczęłam już jakiś czas temu. Nie rzucam się od razu na głęboką wodę, żeby się nie zniechęcić. Stopniowo zmieniam nawyki swoje i swojej rodziny. Tak się złożyło, że najwięcej zmian nastąpiło właśnie w szeroko pojętej kuchni.

Pierwszym krokiem było zaprzestanie kupowania butelkowanej wody. Każdy w domu ma swoją butelkę wielorazowego użytku, taką jak na przykład te z serii IKEA 365+ i pije z niej kranówkę. Przy okazji, nie wiem czy wiecie, że krany IKEA mają mechanizm, który ogranicza przepływ wody, a nie zmniejsza jej ciśnienia. To pozwala zużywać mniej wody.

Kolejnym krokiem było uszycie woreczków na zakupy pieczywa, owoców i warzyw. Najlepiej do tego użyć materiałów i firanek z recyklingu. Tak też zrobiłam w przypadku woreczków na pieczywo. Niestety nie miałam starych firanek. Kupiłam więc metr materiału SUNRID i uszyłam najprostsze worki na warzywa i owoce. Na końcu postu pokażę Wam krok po kroku jak to zrobić. Nie trzeba mieć talentu do szycia ani maszyny. Wystarczą chęci.

Jeśli jednak wolicie gotowe rozwiązania, to dla miłośników akcesoriów w stylu vintage i eko IKEA ma w swojej ofercie makramowe torby KUNGSFORS. Sprawdzą się jako „worki” na warzywa, a także torba na zakupy. Są małe i lekkie. Zawsze można mieć je w torebce i nawet nieplanowane zakupy po pracy nie skończą się zakupieniem nowej foliowej reklamówki.

W zakupach w duchu less waste pomagają mi też, wbrew pozorom, torebki z bio plastiku ISTAD. Nie wszystko mogę zapakować w materiałowy woreczek. Jako miłośniczka wszelkich orzechów i nasionek kupuję ich dużo. Żeby zniwelować plastik w zakupach, w ramach możliwości kupuję produkty sypkie na wagę. Woreczki ISTAD są wielokrotnego użytku i świetnie się sprawdzają do takich produktów. W domu, tak jak już wspominałam przesypuję je do szklanych słoików, a torebki używam przy kolejnym uzupełnianiu domowej spiżarni.

Segregacja śmieci jest już tak powszechna, że nie wiem czy o tym tu wspominać. Może jednak podpowiem Wam, że IKEA wspiera nas od dawna swoimi akcesoriami w tej kwestii. Do dużych szuflad (najczęściej umieszczanych pod zlewem) można dopasować kilka pojemników na śmieci VARIERA tak, by ułatwić sobie segregację. Dobrze jest jednak działać w ten sposób, żeby te pojemniki zapełniać jak najwolniej. Jak? Robić przemyślane zakupy.

Staramy się nie kupować z mężem dużo jedzenia na zapas, żeby później go nie wyrzucać. Planujemy sobie posiłki na najbliższe dni i robimy odpowiednią listę zakupów. Ta metoda sprzyja też przechowywaniu produktów w pojemnikach (bo nie ma ich dużo).

Tak zaczęłam duże zmiany małymi krokami w moim życiu i w mojej kuchni. I wcale nie zamierzam przestać. Jeśli macie też swoje patenty w tym temacie podzielcie się nimi.

KUCHNIA NA LATA

Trafne wybory są wskazane w wielu dziedzinach życia, nie tylko przy wyborze mebli. Wybór tej kuchni był właśnie jednym z nich. Paradoksalnie wcale mnie to tak bardzo nie cieszy. Znacie mnie, uwielbiam zmiany. Po ośmiu latach coś już bym w tej kuchni zmieniła. Tyle, że nie mogę, bo nadal mi się podoba. I co teraz? 😉 Też tak macie? Czy jednak po kilku latach użytkowania swoich kuchni, zrobilibyście wszytko inaczej ?

WORECZEK NA WARZYWA DIY

Do zrobienia woreczka potrzebne będzie:

  • firanka
  • nożyczki
  • igła
  • nici
  • agrafka
  • sznurek
  • centymetr

Z firanki wycinam prostokąt o wymiarach 30 cm na 60 cm. Na zdjęciach prostokąt jest większy: 50cm na 90 cm. Są warzywa i owoce, które spożywamy w większych ilościach i kupujemy ich więcej. Takie większe woreczki, więc się nam przydają. Częściej jednak używamy worków uszytych z prostokąta o mniejszych wymiarach, które podałam na początku.

Krótsze boki tkaniny zginam wzdłuż krawędzi, do środka, na około 1-1,5 cm. Przyszywam ściegiem prostym (fastrygą), tak by powstał tunel.

To samo robię na drugiej krótkiej krawędzi.

Firankę składam na pół i również prostym ściegiem zszywam krawędzie na bokach. Zszywanie zaczynam od miejsca, gdzie kończą się tunele. Nie zaszywam ich. Po zszyciu boków, wywijamy worek na drugą stronę. Dół worka powinien być bez szwów, dzięki temu wytrzyma większe obciążenie.

Sznurek nawlekam na agrafkę i wprowadzam do tunelu. Gdy oba końce sznurka są na zewnątrz łącze je zawiązując na nich supeł. Woreczek gotowy na zakupy.

Zaletą tkaniny firanowej jest to, że jest lekka i się nie strzępi. Dzięki takim cechom, nie dodaje dużo na wadze, przy zakupie warzyw i owoców, a woreczek może uszyć każdy, nie mając maszyny i znając tylko podstawowy ścieg. Zajmuje to maksymalnie 15 min.

To co? Uszyjecie takie worki na warzywa, dzięki mojej instrukcji?

Jeśli macie jeszcze pytania dotyczące kuchni, a nie znaleźliście informacji w poście, piszcie. Odpowiem na wszystkie.

ściskam

Iza

DREWNIANY TARAS-PROJEKT STARACHOWICE
KĄCIK DLA MALUCHA

7 komentarzy

  1. Małgosia
    27 maja 2019 at 19:53 — Odpowiedz

    Kuchnie Ikei są naprawdę ładne, sama mam zamiar zakupić u nich kuchnię do nowego domu. Szkoda tylko że usunęli z oferty tak wspaniały produkt jak zlewozmywak domsjo, te które są teraz w zastępstwie nie odpowiadają mi właśnie za brak tej półeczki przy kranie. Zrobili wielki błąd zmieniając to.

    • 27 maja 2019 at 20:09 — Odpowiedz

      To prawda. Ja polowałam na ten zlew od początku. Kiedy kupowałam kuchnię, był niedostępny i nie wiadomo było kiedy będzie, dlatego zdecydowałam się na wpuszczany bez frontu. Jak go tylko przywrócili, bez wahania wymieniłam mój aktualny zlewozmywak.

      • Justyna
        28 maja 2019 at 16:20 — Odpowiedz

        Spieszę z informacją, że taki zlew ceramiczny z półeczką jest dostępny. Naszukałam się w necie i znalazłam. Innej firmy BLANCO. Model Panor. Niemiecki. Nawet gwarancja jest wieczysta. Niestety kosztuje swoje 🙁 . Ale ta półeczka była dla mnie tak bardzo ważna, że go kupiliśmy. Na raty 😀

  2. Edyta
    10 czerwca 2019 at 13:12 — Odpowiedz

    Od lat podglądam Twoje wpisy, ale pierwszy raz rzuciła mi się w oczy taka rzecz: masz pięć milionów kubków ! 😀 A myślałam że to ja jestem nałogowcem w kolekcjonowaniu ich hahaha 😀
    Świetny pomysł z woreczkami, niestety u nas większość owoców i warzyw w sklepach już jest popakowana w foliowe woreczki (Niemcy). Przy każdych zakupach wyrzucamy ich całą masę…

    • 10 czerwca 2019 at 13:18 — Odpowiedz

      Tak. Przyznaję się. Jestem nalogowcem, jeśli chodzi o kubki.i tak ostatnio się ich trochę pozbylam na wyprzedaży garażowej. J3dnak dla swojego usprawiedliwienia muszę dodać, że używam wszystkich. Żaden nie stoi smutny i zapomniany 😂 A wiesz, myślałam, że w Niemczech, są bardziej eko niż w Polsce. Szkoda wielka.

  3. Ewa
    12 czerwca 2019 at 21:51 — Odpowiedz

    Hej! Podobnie jak Ty mam kuchnię „starą” z ikea(nie pamiętam już nazwy), dokładnie po roku wprowadzili Metod. I to jest niestety problem. Gdy ostatnio potrzebowałam dokupić szafkę do tej naszej „starej” kuchni to okazało się, że te wcześniejsze fronty są do zamówienia w ikei i przysyłają kurierem do domu. Problem jest z obudową, która jest głębsza, ale jakoś poradziliśmy sobie z tym. Natomiast nie mam pomysłu skąd wziąć cokół? Potrzebuję 16cm wysokości, a te obecne mają tylko 8cm. Czy ktoś może doradzić coś w tym temacie? Swoją drogą, myślę, że Ikea powinna dać możliwość dokupienia wszystkich elementów, bo wiadomo, że po latach przychodzi ochota na zmianę, a wprowadzając kuchnię Metod, zignorowali to, że sporo ludzi ma starszą wersję kuchni…

    • 12 czerwca 2019 at 22:09 — Odpowiedz

      Fakt, że teraz wykonać jakieś małe.zmianyn w kuchni jest trudniej. Nie wiedziałam, że jest możliwość dokupienia frontu. A co do cokołów od dłuższego czasu planuje to zrobić sama, z drewa lub sklejki. Bo ten już zniszczony

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MENU

Back

Udostępnij