GDZIE TY TO WSZYSTKO MIEŚCISZ ?

PLAN NA PRZECHOWYWANIE

Nigdy tego tematu na blogu nie poruszałam, ale wydaje mi się, że jestem całkiem niezła w organizacji, nie tylko życia mojej rodzinie, 😉 ale także przestrzeni wokół nas. Pytanie od znajomych, którzy widzą wszelkie zmiany sezonowych dekoracji w domu, gdzie ty to wszystko mieścisz?, też utwierdza mnie w przekonaniu, że dobrze sobie radzę w porządkowaniu przestrzeni. Nie nazwałabym się co prawda perfekcyjną panią domu, bo uważam, że perfekcjonizm ogranicza. A w organizacji czegokolwiek trzeba mieć luz i być elastycznym na miarę chwili i zasobów jakie mamy (ludzkich, sprzętowych, pieniężnych). Trzeba być często MacGyverem. A myślę, że niejednej z Was w pomysłowości i kreatywności „amerykańska złota rączka” lat 80-tych nie dorasta do pięt. Mam rację ?

Do dobrej organizacji przydaje się plan. Przyznaję, że lubię planować. Lubię listy „to do”. I bardzo lubię te listy przeorganizowywać. 😉 Przy projektowaniu naszego mieszkania nie było inaczej. Miałam PLAN! PLAN na przechowywanie i organizację w domu. Musiałam go mieć, bo niestety nasze mieszkanie nie posiada ani schowka, ani piwnicy, ani pomieszczeń gospodarczych. Co ciekawe, to był plan, który od początku działał i działa już blisko osiem lat. Nie musiałam go zmieniać, no może ciut przeorganizować od czasu do czasu.

NAJPIERW BAŁAGAN BY MÓGŁ BYĆ PORZĄDEK

Co Ty byś zrobiła żeby mieć dużo miejsca na szafy w mieszkaniu? Bo ja zrobiłam demolkę. No dobrze, ja ją wymyśliłam, zrobił mąż. Dokładniej to wyburzyliśmy ściany między przedpokojem , korytarzem a salonem. Po co to wszystko? Po to by mieć kilometrową szafę 😉 Zyskaliśmy w ten sposób przestrzeń na blisko 4 metry długości szaf. W tamtym czasie nie stać nas było na zabudowę od stolarza. Idealnym rozwiązaniem okazały się szafy PAX. I po tylu latach nadal są. Sprawdziły się tak dobrze, że rozprzestrzeniły się po mieszkaniu i kolejne trafiły do pokoju mojego syna.

Łącznie w domu mam 5 metrów bieżących PAX-a. Jeśli myślicie, że to dużo, to powiem Wam, że macie rację. Jednak czy za dużo?! Oczywiście, że nie i wcale bym nie wzgardziła jeszcze kilkoma. W końcu, takie szafy są idealne do ukrywania bałaganu. Przynajmniej na jakiś czas. Bo jednak fajnie jest mieć tam porządek, by nic przy otwieraniu drzwi nie zaatakowało nas znienacka. I tak doprowadziłam Was do punktu, dlaczego stworzyłam ten wpis.

Pewnego dnia z zaskoczenia dostałam w głowę nieokreślonym obiektem latającym z wnętrza szafy, próbując dostać się do jej zawartości. Tak się złożyło, że byłam już w fazie wicia gniazda przed narodzinami drugiego syna, więc decyzja o generalnych porządkach we wszystkich szafach zapadła błyskawicznie. Kiedy po paru tygodniach ( sic!) doszłam do momentu, gdy z przyjemnością do nich zaglądałam i dokładnie wiedziałam, co gdzie mam, sprawę nosem wyczuła IKEA. Napisali, żebym pokazała co mam w szafach, bo może ściemniam z tymi porządkami 😉 i przy okazji opowiedziała, co mi się sprawdziło i czy na pewno szafy służą tylko do przechowywania garderoby. Bo wiecie, mogłam urządzić w nich na przykład kolejny pokój, którego jeszcze Wam nie pokazałam. 😉

POKAŻ KOTKU CO MASZ W ŚRODKU

Nie ukrywam, że to chyba jeden z intymniejszych postów na tym blogu, bo wiadomo, w szafach zazwyczaj chowa się wszystko to, co nie bardzo chcemy mieć na widoku i pokazywać każdemu. Jednak moja miłość do wszelkich pudeł, pudełek i koszy, które pomagają mi w organizacji przestrzeni bardzo ułatwia mi sprawę. Większość z nich oczywiście znajduję w IKEA. Część z nich to już były asortyment, ale nadal dostępne z widocznych na zdjęciach są kosze BRANAS, PUDDA, seria białych pudeł KUGGIS czy też drewniane skrzynki KNAGGLIG . Nie są może one dedykowane do tego systemu przechowania, ale uważam, że bardzo dobrze się w nim odnajdują.

Zacznę jednak od początku. Czyli w co te wszystkie pudełka włożyłam. Bo system PAX jest na tyle zróżnicowany, żeby każdy mógł dopasować go do swoich potrzeb i rozmiarów pomieszczenia. Nam udało się pójść na całość, czyli wybraliśmy najgłębsze (60 cm) i najwyższe obudowy (236 cm). Dwie z szaf mają po 1 metrze szerokości i dwie po 75 cm. W takiej przestrzeni można poszaleć z wewnętrznym wyposażeniem. Można, ale nie zawsze trzeba i nie zawsze od razu.

My zaczęliśmy od zwykłych półek a z czasem uzupełniliśmy o różne ciekawe i wygodne rozwiązania z serii KOMPLEMENT, czyli akcesoriów do indywidualnego zagospodarowania wnętrz szaf PAX. Ten proces uzupełniania trwa nadal i w dalszej części napiszę Wam na co jeszcze się skuszę przy kolejnej wizycie w sklepie.

OPEN SPACE CZYLI WSPÓLNA PRZESTRZEŃ I WSPÓLNA ORGANIZACJA

W poście o tapecie wspominałam Wam, że bardzo lubię otwartą przestrzeń w moim domu i to jak różne funkcje w niej przenikają. Ma to też duży wpływ na to, co trzymam w szafach i komodach. I tak pierwsza szafa z szeregu jest chyba najprościej wyposażona, ale dedykowana jest aż dwóm przestrzeniom: przedpokojowi i kuchni. Na poniższych zdjęciach najbardziej widać dlaczego 🙂

W niej trzymamy kurtki, buty, ale także większy sprzęt kuchenny i trochę sezonowych dekoracji, zamkniętych w pudłach. I chociaż marzą mi się półki dedykowane przechowywaniu butów, na których stoi równo obuwie całej rodziny pięknie wypełnione prawidłami, to mamy za mało miejsca, albo za dużo butów do idealnego przechowywania tej części garderoby. Może kiedyś? Nadzieja umiera ostatnia. Ale, żeby było jasne, wizualizuję sobie większą przestrzeń, a nie mniejszą licznę par butów. 😉

Na ten moment całkiem dobrze sprawdza się metalowy przewiewny kosz. Mąż sobie chwali.

DAMSKO-MĘSKA WALKA O SZAFĘ

Mogłabym Wam napisać, że demokratycznie podzieliliśmy się z mężem szafami. Każdy ma swój moduł o takiej samej wielkości. Albo, że była zacięta walka o to, kto dostanie większą obudowę i nie obyło się bez latających szuflad i innych drążków. Ale nie będę Wam ściemniać. Mąż dobrowolnie oddał mi większą, metrową szafę i jeszcze podzielił się swoją. Kocha mnie jak nic. 😉

Właśnie odkryłam się przed Wam z totalną miłością do niebieskiego. Nie tylko dodatki do wnętrz. Dodatki do mojego zewnętrza, też zdominował ten kolor. Co ja na to poradzę, że w nim mi najładniej? 😉

Tak jak we wnętrzach nie jestem minimalistką, tak w garderobie jak widzicie też nie. Przynajmniej jeśli chodzi o ilość. Choć czeka ją małe przewietrzenie (ale to dopiero po pojawieniu się drugiego syna na świecie), to na ten moment zorganizowałam ją najlepiej jak umiem. Nie wyobrażam sobie szaf bez wieszaków. Uwielbiam szuflady i umieściłabym je w każdym możliwym miejscu, ale są takie rzeczy, które muszą zawisnąć. Oczywiście, też nie na czymkolwiek. Dobry wieszak to podstawa. Moje ulubione to drewniane, ciut masywniejsze. Ubrania najmniej się odkształcają. Jeśli jednak macie cieńsze, to wystarczy dokupić nakładki na nie. Ta opcja świetnie sprawdza się przy swetrach i marynarkach.

Moja szafa, to też miejsce na wszystkie „przyda się” do projektów DIY, czy też szycia. Do przechowania takich rzeczy najlepiej sprawdzają się szuflady. W tym przypadku zabudowane. Nic z nich mi nie umknie niepostrzeżenie. No chyba, że zajrzy tu mój syn. 😉 Gdybym miała umieścić je wyżej, wtedy wybrałabym szufladę ze szklanym frontem. Szybki (nomen omen) podgląd zawartości gwarantowany.

Może Was dziwić, że w tym samym miejscu co swetry, sukienki czy koszule, nie trzymam reszty garderoby jak np. bielizna, a szuflady zostały zajęte przez rzeczy z innej bajki. Na samym początku wpisu wspominałam, że przenikanie przestrzeni w mieszkaniu ma duży wpływ na rozplanowanie wnętrz naszych szaf. Poza PAX-em mamy również dużo innych komód i szuflad, które są ergonomicznie wypełnione zgodnie z naszym trybem życia. Bo chyba o to chodzi, żeby wnętrza służyły nam, a nie dostosowywały się do ogólnie panujących zasad. 😉

Mój mąż w swojej szafie również nie ograniczył się do trzymania ubrań. U niego, między koszulami, znajdziecie konga. Jakoś trzeba sobie radzić na metrażu nie mieszczącym wszystkich pasji i zawodów jego mieszkańców.

Te konga właściwie determinują istnienie półki. Inaczej już bym montowała szufladę. Szykując tego posta i przeglądając wyposażenie PAX-ów, doszłam do wniosku, że jednak coś jeszcze się tu zmieści. Wysuwana taca, która idealnie zastąpi pudełko, ze starej kolekcji IKEA, w którym do tej pory mąż trzymał szelki, paski i krawaty. Gdyby nie to, że nad nią musi stać wielki bęben, półkę wymieniłabym na szklaną. Ułatwiłoby to ogląd sytuacji i nie będę ukrywać, po prostu dużo ładniej by wyglądało. Estetki z siebie nie wyplenię. Nie da się 😉

W tej szafie jest jeden gadżet, który uwielbiam. Wieszak na spodnie. Jakiż to jest genialny wynalazek. Ile spodni się na nim zmieści i jaki łatwy jest do nich dostęp. Lubię w nim to, że jest wysuwany i na jednym wieszaku mieszczą się, aż dwa rzędy spodni. To właśnie tą część szafy męża zaanektowałam częściowo dla siebie, a on z miłością w oczach nie zaprotestował. 😀

WSZYSTKO I NIC

Chyba każdy ma w swoim domu taki schowek (półkę, szufladę, szafę), gdzie znajdziecie przysłowiowe wszystko i nic. Ja mam. I to całkiem sporą szafę. Tu trzymamy zarówno te najrzadziej jak i te najczęściej używane rzeczy. Można ją nazwać górnolotnie pomieszczeniem gospodarczym. Nie jest przykładem idealnie zaprojektowanej przestrzeni, głównie dlatego, że dość często przechodzi reorganizację. Jednak ostatnie porządki pozwoliły mi spojrzeć inaczej na to „pomieszczenie” i dostrzec w nim miejsce dla przegrody wydzielającej w tej wielkiej dziurze mniejszą przestrzeń na… może nowe szuflady??? 😀 Wiadomo, szuflad nigdy za dużo! I pudełek, też nie! A te niebieskie pasowałyby mi do wnętrza. Ha, ha, ha.

SZAF NIGDY DOŚĆ

W trakcie zadomawiania się (czytaj: zagracania przestrzeni) i dorastania syna, zapotrzebowanie na miejsce do przechowywania rosło. Przywędrowało więc do nas kolejne 1,5 m szaf PAX i zadomowiło się w pokoju małego pana Y. I tak jak w przypadku szaf w korytarzu, uatrakcyjniało swoje wnętrze z czasem. Myślę, że ogromną zaletą tego systemu jest możliwość stałego zmieniania akcesoriów w modułach. Możemy zacząć od podstawowych półek i z czasem wymieniać je na szuflady, wieszaki itd. Dokupować brakujące elementy według pojawiających się potrzeb lub funduszy. Ja robię to cały czas już od 8 lat.

Wymieniając półki, które pierwotnie zamontowaliśmy w szafie, na szuflady, specjalnie wybierałam różne, choć podobne opcje. Chciałam wiedzieć co najlepiej się sprawdza. I z przykrością stwierdzam, że nie ma najlepszej opcji. Wszystko sprawdza się bardzo dobrze. Zależy do czego szuflad potrzebujemy. Jeśli zależy nam na cyrkulacji powietrza w ubraniach – metalowy kosz będzie najlepszy. Jeśli jednak na maksymalnej powierzchni do przechowywania polecam pełne szuflady.

SEZAMIE ZAMKNIJ SIĘ

Szafy, jeśli nie mamy pomieszczenia dedykowanego garderobie, zazwyczaj odwrotnie niż z Sezamem, pragniemy zamknąć. I tu też IKEA daje nam poszaleć w wyborze. Ja, mając taką możliwość, zdecydowałam się przekornie na najprostszą propozycję, bo najlepiej u nas się sprawdza. Oczywiście chodzi o drzwi. Białe, gładkie w najprostszym stylu. Z czasem na własną rękę zmieniłam oblicze, jednego z frontów. Możemy jednak wybierać w bogatej ofercie kolorów  i wzorów IKEA, które co jakiś czas się zmieniają nadążając za wnętrzarskimi trendami. Sposób otwierania drzwi także można dopasować do potrzeb wnętrza lub naszych upodobań. Osobiście jestem fanką drzwi przesuwnych. Świetnie sprawdzają się w mniejszych przestrzeniach, gdy otworzenie tradycyjnych drzwi od szafy byłoby jak barykada na strajku. Poza tym łatwo przesuwają się po szynach i nie wiele wysiłku trzeba włożyć, żeby dostać się do wnętrza szaf. No właśnie! Montując takie drzwi w pokoju syna odkryłam, że to co było ich zaletą, stało się również wadą. Bo 75% czasu szafy w pokoju małego pana Y wyglądają jak na zdjęciach w tym wpisie. Czyli są otwarte.

Gdyby na co dzień w szafach mojego syna panował taki porządek jak Wam zaprezentowałam, otwarty Sezam nie przeszkadzałby mi tak bardzo. Teraz jednak, wybierając drzwi wybrałabym FLISBERGET lub TYSSEDAL. W tym wypadku można poszaleć z gałkami a to zawsze fajny element do podkręcenia wnętrza.

MASOWA PERSONALIZACJA

Gdy kupujemy w sklepach dostępnych w wielu miejscach w kraju czy na świecie, główną cechą takich produktów jest brak personalizacji i dopasowania do indywidualnych potrzeb konsumenta. Myślę, że system PAX jest ciekawym przykładem, że nie zawsze tak musi być. Opcji przy projektowaniu jest tyle, że każdy może dopasować je do siebie. Wybór przez wysokość i szerokość obudowy, sprytnych rozwiązań we wnętrzu, sposobu otwierania drzwi (lub całkowitego ich braku), aż po rodzaj oświetlenia (jeśli tylko chcecie lepiej widzieć co się chowa w Waszych przepastnych szafach). Ja to kupuję. To znaczy już kupiłam. 😉

Ciekawa jestem jak u Was wygląda sprawa miejsc do przechowywania w domu. Macie je super zorganizowane i możecie mi tu sprzedać jakieś triki? Czy może to ja Wam pomogłam otwierając się przed Wami, to znaczy otwierając moje szafy? 😉

ściskam

Iza

SZTUKA KAMUFLAŻU. POKÓJ CHŁOPCA
PROJEKT STARACHOWICE-DREWNIANY PŁOT

8 komentarzy

  1. magda
    12 marca 2019 at 19:50 — Odpowiedz

    Czy białe fronty nie żółtka z czasem? Mamy jasny, slonecznu salon i zastanawiam się czy po jakimś czasie nie będzie biało żółtego efektu:(

    • 12 marca 2019 at 19:53 — Odpowiedz

      U nas nie zżółkły. Są wystawione na bardzo różne naświetlanie. Widać to na zdjęciach. Np tak bliżej kuchni jest bardziej oswietlona niż te w głębi korytarza. A biel jest na każdym froncie taka sama

      • Justyna
        13 marca 2019 at 06:12 — Odpowiedz

        Z nieba spadła mi pani z tym postem. 🙂 Dziękuję !!! 🙂

  2. Justyna
    23 sierpnia 2019 at 14:04 — Odpowiedz

    A co to jest ta tajemnicza ostatnia część? Kosz na pranie? A niebieskie firaneczki? Co kryją? Nie żebym była wścibska, chodzi mi tylko o ideę/ pomysł zagospodarowania tego miejsca 🙂
    Justyna 🙂

    • 23 sierpnia 2019 at 14:23 — Odpowiedz

      Będzie o o tym kacid6. Tylko muszę wrócić do domu bo 2 miesiące tam nie byłam 😉

    • Justyna
      23 sierpnia 2019 at 14:31 — Odpowiedz

      Wiem! To Twoja szafa z rzeczami DIY włącznie z maszyną do szycia, materiałami i wszelakimi „przydasiami”, narzędziami do majsterkowania, farbami, pędzlami, drabiną itp. Plus jeszcze hulajnoga, rower i narty. Zgadłam 😀

  3. Justyna
    5 września 2019 at 09:22 — Odpowiedz

    Dzień dobry,
    mam takie pytanie. Lubi pani biel we wnętrach (już w którymś wpisie o tym czytałam) – ale czy w związku z tym malujecie ściany farbą typowo białą (śnieżnobiałą) , czy jest to jakaś złamana biel? Sufit i ściany tym samym kolorem? Podobno ta biała biała farba ma zimny odcień, a już złamane nie. Jak to jest u was? I jakim odcieniem bieli malujecie meble? Dopasowujecie go do ścian (tak jak w przypadku granatowej ściany i komody) czy raczej nie. Zwracacie uwagę na odcień bieli, czy jest to obojętne? Tyle pytań o zwykłą biel 😉 a jak się okazuje wcale nie taką zwykłą 🙂

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MENU

Back

Udostępnij