JESIENNY STÓŁ

STÓŁ

Ten rok na blogu jest pod znakiem stołu. Albo piszę o tym jak przerobić lub pomalować stół, albo jak go „ubrać”, żeby wspólne posiłki były jeszcze przyjemniejsze. W poście o metamorfozach mojego stołu, pisałam, że nie wyobrażam sobie go nie mieć w domu. Jeśli widzieliście wpisy z letnich obiadów na trasie czy świątecznych stołów, wiecie jak bardzo lubię w ten sposób celebrować spotkania z bliskimi. Zazwyczaj jednak motywacją do takich działań są świąteczne dni lub rzadkie spotkania z ważnymi w mym życiu ludźmi. Jesienny stół z dzisiejszego wpisu będzie pewnym wyłamem z tego schematu.

Post o dekoracji stołu w tym roku mógłby się ukazać dopiero w okolicach Świąt Bożego Narodzenia. I jest ogromna szansa, że tak będzie. A jednak, jesień oraz intensywny czas remontu u nas w domu spowodował, że miałam ogromną potrzebę wyrwania się z chaosu, nieporządku (jak to przy remontach) i celebracji chwili.

JESIEŃ

W tym roku pierwsza połowa jesieni była piękna. Dużo słonecznych ciepłych dni, dużo okazji do spacerów i odwiedzania targowisk pełnych jesiennych warzyw i owoców kuszących kubki smakowe. Ja w tym roku kulinarnie odkrywam dynie. Jakby nie było, królową jesieni. Do tej pory traktowałam ją dekoracyjnie. Wydawało mi się, że poza zupą nie wiele z niej da się wycisnąć. Nie tak dawno zmieniłam o niej zdanie.

Dwa lata temu, jesienią właśnie, odkryłam, że nabiał krowi mi szkodzi. Krok po kroku zmieniłam dietę. Szukając przepisów bez mleka pod jakąkolwiek postacią, najczęściej trafiałam na przepisy wegańskie. Ta zmiana spowodowała, że coś, za czym ostatnio nie przepadałam, gotowanie, znów zaczęło mnie interesować. Zaczęłam eksperymenty kulinarne i poszukiwanie nowych smaków. A wiecie z mojego bloga, że eksperymentować w projektach DIY i dekoracjach lubię. Okazuje się, że w kuchni też.

Weganką nie jestem, nawet nie wegetarianką, ale przez tę małą zmianę w moim menu, nasza rodzinna dieta stała się ciekawsza i z mniejszą ilością mięsa. Nie oznacza to jednak, że codzienne gotowanie to moja domena i rwę się do tego w podskokach. Nadal to mój mąż jest głównym kucharzem, a ja asystentem, który ma swoje dni na wykazanie się nowymi smakami. I te momenty lubię celebrować. Jak najlepiej? Fajną dekoracją stołu przy wspólnym rodzinnym posiłku.

DYNIA

Jeszcze nie tak dawno istniała dla mnie tylko wielka pomarańczowa tzw. halloweenowa dynia, mała, poręczna na zakupach i smaczna dynia hokaido oraz małe białe dekoracyjne dynie babyboo. W tym roku z polecenia znajomych, a także waszych na instagramie, spróbowałam dyni piżmowej i muscat. Mając ich tyle do wyboru, przeszukałam internet i znalazłam ogrom zastosowań kulinarnych. To zainspirowało mnie do jesiennej celebracji dyni. W naszym małym domowym remontowym chaosie postawiłam jeszcze bardziej wszystko na głowie i przygotowałam jesienny stół z motywem tego wdzięcznego owocu, lub warzywa, jak kto woli. 😉

Nie ukrywam, że nie było to łatwe z ząbkującym maluchem u boku i całym bałaganem, o którym wspominałam, ale dało mi dużo satysfakcji i było ważnym punktem jesiennych posiłków w naszej rodzinie. Bo nie tylko o doznania kubków smakowych chodziło. To czym karmimy oczy też jest ważne. Poza tym nie ma nic lepszego dla wzmocnienia relacji w rodzinie, czy też w śród przyjaciół niż wspólne posiłki. Te spożyte w pięknej oprawie zapadają w pamięć na dłużej i są przyjemnym wspomnieniem.

DEKORACJA STOŁU

Dekoracja stołu, to jest coś, co bardzo lubię. Szczególnie wtedy, kiedy ma ona temat przewodni. Znając mój blog, wiecie to na pewno. Tematem może być okazja (święta wielkanocne, bożonarodzeniowe), kolor (barwy natury, żywe kontrastujące kolory) pora roku (jesień, zima) styl (rustykalny, śródziemnomorski, skandynawski), czy jak tym razem, owoc – dynia! W tym przypadku ważny jest też kolor. Wiadomo, że większość potraw będzie miało pomarańczowe zabarwienie. Pomyślałam, że fajnie będzie zgrać dekorację stołu z tym co znajdzie się na talerzu, czy w kieliszkach. Dlatego na bazę dekoracji wybrałam kolory dobrze kontrastujące z pomarańczem i wydobywające z tego koloru to co najlepsze. Szarość i granat.

Tekstylia

Na co dzień nie używam obrusu. Przy dzieciach jest to mało praktyczne. Dlatego, gdy chcę podkreślić wyjątkowość jakiegoś posiłku często sięgam po tekstylia stołowe. Po wielu wpisach w tym temacie u mnie na blogu, wiecie, że uwielbiam len, a zaraz potem dobrej jakości bawełnę. I tym razem nie było inaczej. Na jesiennym stole znalazł się obrus VARDAGEN (mieszanka bawełny i lnu). Lubię jego neutralny kolor i minimalistyczny dekor. Myślę, że w tej stylizacji również sprawdziłby się obrus w moim ulubionym niebieskim kolorze SEVARD.

W dekoracji stołu niech Was nie ogranicza tylko oferta gotowych obrusów. Uszycie samemu (obszycie boków) nie jest trudne, a można mieć piękne lniane obrusy, na przykład z tkanin AINA. Ja z granatowego lnu uszyłam serwetki na stół. Są świetną alternatywą dla papierowych serwetek. Używamy ich wielokrotnie przez długi okres czasu, są przez to bardziej przyjazne środowisku. Moim zdaniem prezentują się o wiele lepiej niż ich jednorazowe wersje. Zgadzacie się ze mną ? 🙂

Jeśli nie lubicie całkowicie zakrywać stołu, fajną opcją są bieżniki. UTLAGGA zwrócił moja uwagę, bo nie jest typowy. Jest z trawy morskiej i bardzo fajnie wpisuje się trendy dekoracyjne blisko natury. Jeśli bieżnik to też dla Was za dużo, to są jeszcze podkładki, które również potrafią nie tylko chronić stół, ale i zdobić. Moje ulubione to UNDERLAG (używam ich na co dzień) lub LATTAD (tych akurat nie mam, bo mam te pierwsze 😉 ). Stanowczo ciągnie mnie do plecionek. Gdybym jednak miała wybrać opcję materiałową to tu niespodzianki nie będzie, bo na stole pojawiłyby się granatowe podkładki MARIT.

Zastawa

Mieszanie sałatki w misce VARDAGEN, to nie jedyny miks, który zrobiłam. Lubię jak wszystko do siebie pasuje, ale nie jest z tego samego kompletu. Dlatego na moim stole rzadko można znaleźć skompletowaną zastawę stołową. Różni się kolorem, wzorem lub kształtem. Ważne, żeby był element wspólny łączący wszystko. Jeśli takie mieszanie nie jest Waszą mocną stroną, ale chcielibyście spróbować, polecam wizytę w IKEA. Po pierwsze, zawsze jest duży wybór we wzorach i kolorach, a po drugie, często zastawy danej serii są w kilku pasujących do siebie barwach. Wtedy taki miks jest najłatwiejszy do wykonania. I ja właśnie z tego skorzystałam łącząc szare i granatowe talerze oraz miski STRIMMIG. Cała seria STRIMMIG jest przepiękna. Do mojego estetycznego szczęścia brakuje mi tylko białej klasycznej wersji. 😉

Jeśli razem z Wami do stołu siadają małe dzieci, warto zadbać o odpowiednie talerze dla nich. U nas mały pan Y czuje się już na tyle duży, że opcja dziecięcej zastawy nie wchodzi w grę, a mały pan M nadal preferuje głownie bar mleczny. Zraz jednak będę musiała uzupełnić dziecięcą zastawę i nowa seria HEROISK będzie fajną opcją. Większe granatowe talerze TALRIKA są również bezpieczne dla dzieci (produkowane z odnawialnego plastiku) i idealnie wpasują się w naszą zastawę.

Gorące potrawy wymagają naszej większej uważności, szczególnie, gdy przy stole siedzą dzieci. Przy Milo znów uczę się, żeby wszelkie gorące potrawy stały daleko od jego małych rączek. Jeśli już stoją na stole, dbam o to, żeby te moje piękne nowe deski blatu ani ulubione obrusy nie doznały uszczerbku. Gdy wykładam gorące ciasta na stół używam podkładek. Najczęściej są to deski takie jak FASCINERA lub korkowe podkładki HEAT. Tym razem obyło się bez zabezpieczeń, bo tartę robiłam dzień wcześniej. Nie nadgryzienie nawet kawałka tarty do czasu naszego obiadu to było nie lada wyzwanie. Pachniała obłędnie. I jak się później okazało, tak samo smakowała.

Szkło

Już wiecie, że lubię jak wszystko do siebie pasuje. Taki tam deko-świr. Dlatego to w czym podałam napoje, też miało dla mnie znaczenie. Pasiaste wyżłobienia na talerzach, świetnie zgrały się, z wyżłobieniami na kieliszkach VARDAGEN. Niby taki drobiazg, ale według mnie to szczegóły tworzą całość. Dodatkowo taka struktura fajnie podkreśliła kolor smacznego dyniowego koktajlu. Na koniec wpisu podzielę się z Wami przepisami tych potraw, które najbardziej nam smakowały.

Sztućce

Łyżki, widelce, noże. To taka kropka nad i w stylizacji stołu. Mogą ją podkręcić lub zaakcentować styl, jak moje z drewnianymi trzonkami (niestety już nie dostępne w IKEA). Mogą też łagodnie wtopić się w stylizację stołu swoją prostotą. I w tej drugiej roli widziałabym sztućce z serii IKEA 365+. Klasyczny dizajn sprawdzi się zawsze. Wersja dziecięca DRAGON również zadaje szyku. Ja użyłam drewnianych, chcąc podkreślić lekko rustykalny klimat jesiennego stołu.

Nawet takie dodatki jak sztućce sałatkowe (GRIPANDE), czy łyżeczka do miodu (TRADLOS), są ważnym, choć małym elementem dekoracji stołu.

Dekoracje

Wszystkie nasze starania o podkreślenie wyjątkowość posiłku mogą nie mieć efektu, jeśli zapomnimy o dekoracjach. Na prawdę wystarczy nie wiele, mały drobiazg, żeby zrobiło się piękniej i odświętniej. Mogą to być małe wazoniki z kwiatami jak na przykład ten z serii STOCKOLM 2017, który jest również świecznikiem na tealighty. Ja użyłam wazoników z letniej kolekcji w podobnym stylu co wspomniany wcześniej wazon. Warzywa lub owoce, jak w moim przypadku małe kolorowe ozdobne dynie, też świetnie sprawdzają się w roli dekoracji stołu. A jeśli będziecie robić zakupy w IKEA, możecie takie dynie- CUCURBITA dorzucić sobie do koszyka. Wiedzieliście, że IKEA ma je w ofercie?

Światło

Nie od dziś wiadomo, że światło tworzy atmosferę. Szczególnie, gdy dni są coraz krótsze, a wieczory co raz szybciej nadchodzą. Kolacja przy świecach to już klasyk. Można jednak wybrać inne alternatywne oświetlenia. Nie koniecznie muszą znaleźć się na stole. Boczne punkty świetlne też sprzyjają miłej atmosferze w trakcie posiłku. Ja bardzo lubię girlandy świetlne. Mam je zarówno na tarasie jak i w domu. Girlandę SVARTRA, często przemieszczam po domu według potrzeb. Myślę, że na czas jesienno-zimowy zostanie przy stole. Oczywiście, teraz gdy Milo właśnie zaczyna zwiedzać dom o swoich siłach, wszystkie kable, lampki i inne niebezpieczne rzeczy będą musiały się przenieść o piętro wyżej. Zaczynamy etap redekoracji mieszkania dostosowując je do bezpieczeństwa bardzo ciekawskiego malucha.

Jeśli lubicie mieć też punkty świetlne na stole, polecam małą girlandę VISSVASS, łezki świateł na niewidocznym wręcz druciku. Tworzą magię. Często z nich korzystam przy aranżacjach bardziej odświętnych obiadów czy kolacji.

PRZYSMAKI JESIENNEGO STOŁU

Oprawa posiłku jest ważna. Nie oszukujmy się jednak, jeśli na talerzu będą niesmaczne dania, to piękne talerze i dekoracje może odwrócą uwagę, ale na moment. Myślę, że dynia to jednak pewniak udanych potraw. Nie wymaga wielu przypraw, jest prosta w obróbce, a można ja podać na słodko, wytrawnie, płynnie czy w kawałkach.

Na naszym stole znalazła się zupa krem (chyba najbardziej znane danie z dyni), tarta dyniowa (oczywiście bez nabiału), dyniowy smoothie i sałatka z kaszą i pieczoną dynią. Poza zupą, wszystko robiłam pierwszy raz i wszystko szybko zniknęło z talerzy.

Z tarty jestem wyjątkowo dumna, bo to miks kilku przepisów znalezionych w internecie i wypracowany przeze mnie tak, by smakowała zarówno tym, co mogą jeść nabiał i tym co nie mogą. Przepis na spód podawałam już kiedyś w tym wpisie, ale trochę go udoskonaliłam.

beznabiałowa tarta dyniowa

ciasto

  • 450 gr mąki pszennej (lub takiej jaką lubicie/możecie)
  • 1/2 szklanki oleju (ja używam rzepakowego)
  • 1/2 szklanki wody
  • 3/4 szklanki brązowego cukru
  • łyżeczka sody oczyszczonej
  • łyżeczka proszku do pieczenia

nadzienie

  • 500 gr zmiksowanej upieczonej dyni (hokkaido, piżmowej, muscat)
  • 200-300 gram kokosowego mleka skondensowanego (w internecie znajdziecie na pewno)
  • 2 jajka
  • przyprawy (cynamon, mielony imbir, kardamon lub gałka muszkatołowa) w ilości według uznania.

Wszystkie składniki mieszamy i zagniatamy. Jeśli ciasto jest za rzadkie dodajemy mąki. Nie ma potrzeby wstawiania do lodówki na 30 min. Ta ilość ciasta starcza na dwie formy do tarty VARDAGEN. Ciasto najlepiej smakuje, gdy jest bardzo cienko rozwałkowane. Jeśli nie chcecie robić od razu dwóch ciast, resztę można zamrozić na później lub zrobić kruche ciastka.

Piekarnik rozgrzewam do 200C i wstawiam ciasto na 15 min. W tym czasie robię nadzienie. Mieszam pure z dyni razem ze skondensowanym mlekiem, dodaję do tego dwa jajka i przyprawy i dalej mieszam na gładką masę. Gdy tarta jest już lekko zarumieniona wlewam masę i wstawiam z powrotem do piekarnika na 20-30 min już na 180C.

dyniowe smoothie

  • 200 gram pieczonej dyni
  • pół banana
  • mleko roślinne (ja dałam sojowe)
  • szczypta kardamonu
  • miód lub syrop klonowy (według uznania)
  • 1 łyżeczka cynamonu (lub więcej według uznania)

Wszystkie składniki miksujemy na gładką masę w blenderze. Przyprawy i miód dodaję według smaku. Jeśli dynia i banan są słodkie, nie wiele trzeba dosładzać. Mleka dodaję tyle, by konsystencja koktajlu była wygodna do picia. Myślę, że każdy w tej kwestii ma własne preferencje. 😉

Wytrawnym daniem z dynią, które zniknęło w tempie błyskawicy z talerzy była sałatka z kaszą pęczak według tego przepisu.

JEŚLI NIE DYNIA TO CO ?

Ta odskocznia od codzienności przy dyniowym, pięknie zastawionym stole spodobała nam się na tyle, że z chęcią bym to powtórzyła zanim nadejdą święta. Jakie teraz warzywo lub owoc wziąć na temat przewodni? Macie jakieś pomysły? Może tym razem, to mąż będzie gotował, a ja skupię się na dekoracji stołu? 😉

Lubicie tak celebrować posiłki częściej niż tylko na święta czy inne specjalne okazje? Czy może nie ma to dla Was większego znaczenia? Ciekawa jestem, czy jest nas więcej deko-maniaków codzienności.

ściskam

Iza

*Post powstał przy współpracy z IKEA.

PRZYJĘCIE NA TARASIE-BLISKO NATURY
This is the most recent story.

2 komentarze

  1. 12 listopada 2019 at 08:33 — Odpowiedz

    Właśnie idę zrobić dyniowe smoothie, a sałatka wygląda zjawiskowo. Zrobię sobie dziś dyniowy dzień.

    Piękny stół, taki dostojnie listopadowy 🙂

    Buziaki

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MENU

Back

Udostępnij